Messerschmitt Me 262 A-1a z wyrzutniami rakiet WGr.21 na formacją B-17 Flying Fortress, box art Piotra Forkasiewicza

Messerschmitt Me 262 należy do tych samolotów, których nie trzeba przedstawiać miłośnikom historii lotnictwa. Pierwszy operacyjny myśliwiec odrzutowy na trwałe zapisał się w historii końcowego okresu II wojny światowej i do dziś pozostaje jedną z ikon niemieckiego przemysłu lotniczego. Powstało jednak kilka jego odmian, które nawet na tle klasycznej wersji myśliwskiej zwracają szczególną uwagę. Jedną z nich jest właśnie Me 262 A-1a wyposażony w dwie wyrzutnie rakiet WGr.21.

Ten wariant postanowiliśmy opracować jako kolejny model Arma Hobby nie tylko dlatego, że wyróżnia się wyglądem. Znacznie ciekawsza okazała się historia samych samolotów oraz droga, którą musieliśmy przejść, aby odtworzyć je możliwie najwierniej.

Przy większości modeli największym wyzwaniem jest wybór najciekawszych malowań. Tym razem było odwrotnie. Dokumentacja fotograficzna Me 262 z zamontowanymi wyrzutniami WGr.21 okazała się zaskakująco skromna. Im dłużej przeglądaliśmy dostępne zdjęcia, tym bardziej było jasne, że wybór malowań nie będzie kwestią gustu. W praktyce został wyznaczony przez historię.

Dlatego w zestawie znalazły się dwa konkretne samoloty. Są najlepiej udokumentowanymi egzemplarzami Me 262 z zamontowanymi wyrzutniami WGr.21 i pozwalają z dużą pewnością odtworzyć zarówno uzbrojenie, jak i oznakowanie. Zanim jednak przejdziemy do samych malowań, warto odpowiedzieć na pytanie, skąd w ogóle wziął się pomysł uzbrojenia pierwszego myśliwca odrzutowego w rakiety wywodzące się z broni przeznaczonej pierwotnie dla wojsk lądowych.

Dlaczego Me 262 otrzymał rakiety?

Historia rakiet Werfer-Granate 21, w skrócie WGr.21, rozpoczęła się z dala od lotnictwa. Pocisk opracowano jako amunicję do 21-centymetrowego moździerza rakietowego Nebelwerfer 42, używanego przez wojska lądowe. Broń miała razić cele dużym ładunkiem odłamkowo-burzącym i nie była projektowana z myślą o samolotach.

Wyrzutnia 21 cm Nebelwerfer 42 we Francji w 1944 roku

Wyrzutnia 21 cm Nebelwerfer 42, Francja 1944. Zdjęcie: Bundesarchiv, Bild 101I-299-1803-01 / Scheck / CC-BY-SA 3.0, CC BY-SA 3.0 de.

Sytuacja zmieniła się w 1943 roku. Coraz liczniejsze naloty amerykańskich bombowców stawały się dla Luftwaffe coraz trudniejszym przeciwnikiem. Formacje Latających Fortec B-17 i Liberatorów B-24 leciały zwartymi ugrupowaniami, zapewniając sobie wzajemną osłonę ogniową. Atak pojedynczego myśliwca oznaczał konieczność wejścia w zasięg kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu stanowisk karabinów maszynowych.

Poszukiwano więc sposobu, który pozwoliłby rozbić szyk bombowców jeszcze przed rozpoczęciem właściwego ataku.

Tak narodził się pomysł wykorzystania rakiet WGr.21 w lotnictwie. Początkowo montowano je na myśliwcach Messerschmitt Bf 109 i Focke-Wulf Fw 190. Nie chodziło o precyzyjne trafienie konkretnego bombowca. Znacznie ważniejszy był efekt wybuchu pomiędzy samolotami lecącymi w zwartej formacji. Nawet jeżeli rakieta nikogo bezpośrednio nie zestrzeliła, mogła zmusić pilotów do przerwania szyku, a to otwierało drogę do skuteczniejszego ataku z użyciem uzbrojenia pokładowego.

Kiedy latem 1944 roku do jednostek bojowych zaczęły trafiać pierwsze Messerschmitty Me 262, naturalnym wydawało się sprawdzenie, czy nowy myśliwiec odrzutowy również może wykorzystać tę broń. Samolot dysponował dużą prędkością i wyjątkowo silnym uzbrojeniem – czterema działkami MK 108 kalibru 30 mm. Dodanie rakiet miało jeszcze bardziej zwiększyć jego skuteczność podczas zwalczania ciężkich bombowców.

Ładowanie rakiety WGr.21 do wyrzutni pod skrzydłem Focke-Wulfa Fw 190

Ładowanie rakiety WGr.21 do wyrzutni zamontowanej pod skrzydłem Fw 190. Zdjęcie: Bundesarchiv, Bild 101I-674-7772-13A / CC-BY-SA 3.0, CC BY-SA 3.0 de.

Czy rozwiązanie spełniło oczekiwania? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Rakiety zwiększały opór aerodynamiczny, pogarszały osiągi i nie należały do szczególnie celnych. Równocześnie dobrze pokazują sposób myślenia niemieckich konstruktorów i dowódców w ostatnich miesiącach wojny. Poszukiwano każdego rozwiązania, które mogło choć trochę zwiększyć skuteczność obrony przed alianckimi nalotami. Me 262 z wyrzutniami WGr.21 pozostał jednym z najbardziej charakterystycznych efektów tych poszukiwań.

Stabsstaffel Jagdgeschwader 7 „Nowotny”

Walter Nowotny, patron Jagdgeschwader 7 Nowotny

Model przedstawia samoloty ze Stabsstaffel Jagdgeschwader 7 „Nowotny” z lutego 1945 roku. Stabsstaffel była eskadrą sztabową skrzydła myśliwskiego, skupiającą samoloty dowództwa jednostki.

Jagdgeschwader 7 było pierwszym operacyjnym skrzydłem myśliwskim wyposażonym w samoloty odrzutowe. Jednostka otrzymała honorową nazwę „Nowotny”, upamiętniającą majora Waltera Nowotnego. Jesienią 1944 roku powierzono mu organizację jednej z pierwszych jednostek wykorzystujących Me 262 w działaniach bojowych. Zginął 8 listopada 1944 roku podczas lotu na tym właśnie typie samolotu. Okoliczności jego śmierci do dziś są przedmiotem dyskusji historyków. Czytelników zainteresowanych tym epizodem zachęcamy do lektury ciekawego artykułu naszego współpracownika Tomka Gronczewskiego o pilocie Erneście Fiebelkornie i jego Mustangu P-51D „June Nite”, opublikowanego na portalu PME. To jedna z publikacji przedstawiających wydarzenia z amerykańskiej perspektywy.

Zdjęcie: Walter Nowotny, NAC – domena publiczna.

Dwa samoloty wybrane przez historię

Przy opracowywaniu modeli często możemy wybierać spośród wielu atrakcyjnych wariantów oznakowania. W przypadku Me 262 z wyrzutniami WGr.21 sytuacja wyglądała zupełnie inaczej.

Zachowało się bardzo niewiele fotografii pokazujących te samoloty z zamontowanym uzbrojeniem rakietowym. W praktyce tylko dwa egzemplarze pozwalają z dużą pewnością odtworzyć zarówno wygląd wyrzutni, jak i oznakowanie maszyn. To one stały się podstawą naszego modelu.

Dokumentacja fotograficzna była na tyle skromna, że każda zachowana fotografia miała znaczenie. Przy opracowywaniu profili barwnych korzystaliśmy z konsultacji Jakuba Plewki, autora artykułów o lotnictwie niemieckim publikowanych na Arma Hobby News. To on wskazał naszemu grafikowi, Zbyszkowi Malickiemu, fotografie, które stały się podstawą rekonstrukcji obu samolotów i opracowania profili barwnych.

To przykład tego, jak powstają modele Arma Hobby. Zanim rozpoczniemy projektowanie części, najpierw staramy się odpowiedzieć na pytanie, czy zachowana dokumentacja pozwala wiarygodnie odtworzyć konkretny samolot. Dopiero później powstają profile barwne, instrukcja i sam model.

Historia tych dwóch Me 262 nie kończy się jednak na kilku zachowanych fotografiach. Każdy z nich pokazuje nieco inny etap późnowojennej produkcji niemieckich myśliwców odrzutowych i dobrze ilustruje zmiany, jakie zachodziły w kamuflażu Luftwaffe w ostatnich miesiącach wojny.

Dwa samoloty, dwa etapy tej samej historii

Profil barwny Messerschmitt Me 262 A-1a Zielona 1 ze Stabsstaffel JG 7, Rechlin, luty 1945

Messerschmitt Me 262 A-1a „Zielona 1”, Stabsstaffel/JG 7, Rechlin, luty 1945.

„Zielona 1” jest jednym z najlepiej udokumentowanych fotograficznie Me 262 wyposażonych w wyrzutnie WGr.21. Samolot nosił oznaczenia dowódcy Gruppe, którym był w tym czasie major Gerhard Stamp. Obecność dobrze zachowanych zdjęć, pokazujących zarówno samą maszynę, jak i zamontowane wyrzutnie, sprawiła, że wybór tego malowania był właściwie oczywisty.

Na pierwszy rzut oka uwagę zwracają charakterystyczne szerokie plamy kamuflażu RLM 81 i RLM 82 na górnych powierzchniach płatowca, zestawione z jasnym spodem w kolorze RLM 76. To sposób malowania dobrze znany z wcześniejszych serii produkcyjnych Me 262, kiedy mimo coraz trudniejszych warunków starano się jeszcze zachować obowiązujące schematy kamuflażu.

Kontrast pomiędzy klasycznym kamuflażem a masywnymi wyrzutniami rakiet sprawia, że sylwetka samolotu nabiera zupełnie innego charakteru. Właśnie dlatego „Zielona 1” od wielu lat pojawia się w publikacjach poświęconych Me 262 z WGr.21.

Profil barwny Messerschmitt Me 262 A-1a Zielona 3 ze Stabsstaffel JG 7, Rechlin, luty 1945

Messerschmitt Me 262 A-1a „Zielona 3”, Stabsstaffel/JG 7, Rechlin, luty 1945.

Jeszcze ciekawiej wygląda „Zielona 3”. To również jeden z nielicznych samolotów sfotografowanych z zamontowanymi wyrzutniami WGr.21, ale jednocześnie maszyna znakomicie pokazująca, jak szybko zmieniała się produkcja Me 262 w ostatnich miesiącach wojny.

Na elementach płatowca nie widać już klasycznego kamuflażu znanego z wcześniejszych egzemplarzy. Dominują powierzchnie pozostawione w kolorze aluminium lub pokryte jedynie jasnoszarą farbą RLM 76, na które naniesiono nieregularne smugi zieleni RLM 82. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej taki sposób wykończenia byłby trudny do wyobrażenia.

Porównanie „Zielonej 1” i „Zielonej 3” jest jednym z najciekawszych elementów całego zestawu. Dwa samoloty z tej samej jednostki, sfotografowane w tym samym miejscu i praktycznie w tym samym czasie, pokazują dwa różne etapy późnowojennej produkcji Me 262.

Późnowojenny kamuflaż – więcej niż tylko kolory

Różnice pomiędzy obiema maszynami nie wynikają wyłącznie z indywidualnych decyzji obsługi technicznej. Są odbiciem sytuacji, w jakiej znalazł się niemiecki przemysł lotniczy zimą 1944 i wiosną 1945 roku.

Bombardowania zakładów, rozproszenie produkcji, braki materiałowe oraz ciągłe zmiany organizacyjne sprawiły, że gotowe samoloty coraz częściej składano z elementów pochodzących z różnych wytwórni. Uproszczeniu ulegały również schematy malowania. W wielu przypadkach rezygnowano z części warstw farby, pozostawiano fragmenty płatowca w naturalnym kolorze metalu, farby antykorozyjnej albo nanoszono jedynie szybkie smugi kamuflażu na wcześniej przygotowane elementy.

Dlatego późne Me 262 są dziś jednym z najciekawszych tematów badań historycznych. Dwa samoloty o bardzo zbliżonych numerach taktycznych potrafią znacząco różnić się wyglądem, mimo że opuściły linię montażową niemal w tym samym czasie.

Temat ten jest znacznie szerszy, niż moglibyśmy opisać w artykule poświęconym jednemu modelowi. Jeżeli interesują Was późnowojenne kamuflaże Me 262, zachęcamy do lektury artykułu opublikowanego na Arma Hobby News, w którym Kuba Plewka próbuje uporządkować obecny stan wiedzy na temat kolorów stosowanych na tych samolotach:

Me 262 i późno wojenne kolory RLM – próba uporządkowania tematu

Na zakończenie

Pracując nad tym modelem szybko przekonaliśmy się, że jego największą wartością nie są same wyrzutnie rakiet. Znacznie ciekawsza okazała się historia dwóch konkretnych samolotów oraz ludzi, którzy próbowali wykorzystać najbardziej zaawansowany myśliwiec swoich czasów do rozwiązania problemu, z którym Luftwaffe zmagała się w ostatnich miesiącach wojny.

Mamy nadzieję, że udało nam się odtworzyć ten niewielki fragment historii możliwie wiernie. Jeżeli po przeczytaniu tego artykułu spojrzycie na Me 262 z wyrzutniami WGr.21 nie tylko jak na kolejną wersję „Schwalbe”, ale jako świadectwo gorączkowych poszukiwań nowych rozwiązań w końcowym okresie wojny, oznacza to, że warto było poświęcić czas na opracowanie właśnie tego modelu.


Zobacz także

Pudełko modelu Arma Hobby 70084 Messerschmitt Me 262 A-1a WGr.21 Schwalbe

Messerschmitt Me 262 A-1a/WGr.21
Model z drukowanymi wyrzutniami WGr.21.

Zestaw przedsprzedażowy Me 262 A-1a WGr.21 z dodatkami Arma Hobby

Wersja z dodatkami
Opcja dla modelarzy, którzy chcą rozbudować model o elementy dodatkowe.

Zestaw przedsprzedażowy Me 262 A-1a WGr.21 z figurkami White Stork Miniatures

Model z figurkami
Zestaw pozwalający zbudować niewielką scenkę z pilotami Luftwaffe.

Powiązane artykuły:

Trzy Messerschmitty – przegląd malowań zestawu premierowego Me 262 A-1a 1/72

Me 262 A-1a Muttkego – Galeria – Marcin Ciepierski

Website |  + posts

Modelarz, który ma szczęście pracować w swoim hobby. Na co dzień osoba szara i niepozorna. Ożywia się dyskutując o modelarstwie, teoriach spiskowych, Wielkim Księstwie Litewskim i marketingu internetowym. Współwłaściciel Arma Hobby. Skleja figurki, samoloty i broń pancerną, głównie polonika i lotnictwo morskie.

This post is also available in: English