Historia obrony wysp atolu Wake jest naprawdę niewielkim fragmentem ogromu wydarzeń w tym konflikcie. Ale właśnie tam narodziła się jedna z pierwszych legend USMC. W zbiorczym opisie wysiłków wojennych na morzach, w książce Craiga Symondsa II Wojna Światowa na morzu, zajmuje tylko 3/4 strony. Jednak w bitwie o tę maleńką wyspę na środku oceanu schodzi się wiele wątków, w tym historia bohatera, który był pretekstem do napisania tego tekstu, czyli Henry’ego T. „Hammerin’ Hank” Elroda, bohaterskiego pilota F4F-3 Wildcat.
Ilustracja: Wikimedia Commons.
Wydarzenia tej bitwy na stałe wpisały się również w popkulturę. Pamiętny monolog Christophera Walkena z Pulp Fiction o złotym zegarku zawiera taki fragment o dziadku Butcha (granego przez Bruca Willisa).
Dane był Marine i zginął razem z innymi Marines podczas bitwy o Wake Island. Twój dziadek stanął wtedy twarzą w twarz ze śmiercią i dobrze o tym wiedział. Żaden z tych chłopaków nie miał złudzeń, że kiedykolwiek opuści tę wyspę żywy.
W filmie dziadek przekazał złoty zegarek strzelcowi USAAF, żeby w obliczu pewnej śmierci pamiątka rodzinna wróciła do jego rodziny w Stanach.
Kadr z filmu „Pulp Fiction”.
Tutaj scenarzyści powinni byli dobrać kogoś z załogi cywilnego Boeinga Clippera lub ostatniej PBY US NAVY, która odleciała z wyspy tuż przed jej upadkiem.
Wake – atol pośrodku oceanu
Wspomniany Boeing Clipper (zdjęcie obok, wikimedia commons) jest dobrym pretekstem do zawiązania akcji naszej opowieści. Wyspa Wake to tak naprawdę koralowy atol składający się z 3 wysp otaczających lagunę. Odkryty w 1568 roku przez Hiszpanów, była tylko sporadycznie odwiedzana przez ludzi, między innymi brytyjskiego kapitana Samuela Wake’a, od którego przyjęto nazwę atolu. W 1899 roku USA zaanektowało ją jako swoje terytorium. Nadal wyspa pozostawałaby omijana przez wszelką działalność człowieka, gdyby nie uruchomienie przez PAN AM trasy przez Pacyfik. Wtedy mała wyspa stała się doskonałym miejscem na przystanek w podróży, leżąc w połowie drogi między Hawajami a Filipinami. Jej laguna stała się lotniskiem dla wspomnianych ogromnych łodzi latających Boeing 314 Clipper oraz mniejszych Martin M-130, a na wyspie powstał hotel obsługujący pasażerów.
Martin M-130 nad zatoką San Francisco. Zdjęcie: Wikipedia.
Za późne przygotowania do wojny
Wraz z narastającym napięciem na linii Japonia-USA rozpoczęto rozbudowę militarną wyspy. W styczniu 1941 roku rozpoczęto budowę bazy wojskowej. Garnizon składał się z 449 Marines, 68 personelu US Navy oraz około 1200 cywilów, którzy byli odpowiedzialni za budowę infrastruktury. W listopadzie VMF-211 został zaokrętowany na pokład USS Enterprise wraz z ich 12 samolotami. 3 grudnia samoloty wystartowały z CV-6 i ostatni odcinek pokonały same. Na wyspie nie było jeszcze żadnych osłoniętych miejsc postojowych. Przygotowania do wojny, która nastała 7 grudnia 1941, rozpoczęto za późno.
Mały garnizon atolu Wake był w pełni świadomy, jak słabą siłą dysponuje wobec zbliżającego się zagrożenia. Żołnierze byli wyposażeni tylko w broń lekką, na wyspie znajdowało się 6 dział 5-calowych (obrona wybrzeża, zdemontowane z pancernika USS Texas) oraz 12 dział 3-calowych.
Brak możliwości zabezpieczenia samolotów sprawił, że dowodzący uznali powietrze za najlepsze miejsce dla maszyn. Stały patrol 4 maszyn dawał szanse na przetrwanie chociaż części dywizjonu w trakcie ataku bombowego.
Bombowce Mitsubishi G3M „Nell”. Zdjęcie: Wikimedia Commons.
7 grudnia 1941
Kilka godzin po wiadomości o rozpoczęciu wojny nastąpił pierwszy atak bombowców G3M Nell.
Zniszczone zostały wszystkie samoloty na ziemi (8 sztuk), z 55 żołnierzy VMF-211 zginęło 23, a 11 zostało rannych. Oprócz tego zabitych w tym nalocie zostało 9 pracowników PAN AM oraz uszkodzono wiele budynków na wyspie. Lekko uszkodzony samolot pasażerski szybko naprawiono i odesłano na Hawaje z 40 cywilami na pokładzie.
Przez kolejne dni wyspa była bombardowana przez japońskie bombowce z wysp Marshalla. W trakcie tych nalotów po raz pierwszy pojawia się postać Henry’ego T. Elroda. Pilotując jednego z czterech ocalałych Wildcatów, pojedynczo zaatakował z przewyższenia wyprawę bombową i zgłosił zestrzelenie dwóch maszyn wroga. Po stronie japońskiej odnotowano tego dnia stratę jednego bombowca oraz powrót do bazy jednego ciężko uszkodzonego, co potwierdza wyczyn samotnego F4F-3.
Pierwsza próba desantu – 11 grudnia
Pierwszą próbę desantu na wyspę Japończycy podjęli 11 grudnia. Flota składała się z kilku krążowników i niszczycieli, za okręty desantowe robiły dwa stare niszczyciele przerobione na okręty transportujące żołnierzy. Siły amerykańskie spodziewały się ataku, gdyż w nocy zakłócana była łączność radiowa. O świcie Amerykanie byli gotowi zarówno na lądzie, jak i w powietrzu. Okręty wroga zbliżyły się do wyspy i rozpoczęły ostrzał z krótkiego dystansu, co tylko zmniejszyło jego efektywność, pociski leciały płasko i często lądowały za wyspami, w lagunie. Amerykanie długo nie odpowiadali ogniem, czekając na zmniejszenie dystansu. Wiedzieli, że na krótkim dystansie ich działa będą miały szansę odgryźć się przeciwnikowi. Tak też się stało. Kiedy przemówiła artyleria obrońców, jej ogień poraził celnie okręty japońskie. W trzeciej salwie bateria L trafiła w niszczyciel Hayate, który eksplodował i zatonął w dwie minuty 3 km od brzegów wyspy.
Prawdopodobnie trafiono w tylną wyrzutnię torped lub magazyn bomb głębinowych. Inne okręty również zostały porażone, załogi amerykańskich dział twierdziły, że trafiły również w flagowy krążownik Yubari. Kiedy amerykańskie pociski obramowały flotę japońską, okręty położyły zasłonę dymną i rozpoczęły odwrót. Skuteczny opór zniechęcił japońskie siły desantowe do rozpoczęcia ataku.
Plan walk o Wake Island 11 grudnia 1941 roku.
Wildcaty nad Wake
W tym momencie na scenę walki wchodzą Wildcaty. Wszystkie cztery sprawne wystartowały rano, jeszcze przed rozpoczęciem ostrzału. Co ciekawe, F4F-3 miał pod skrzydłami przewidziane mocowanie pylonu bombowego, już wcześniejsze myśliwce miały taką możliwość (F2F, F3F itd.). Co prawda mogły przenosić tylko po dwie 100-funtowe bomby, po jednej na skrzydło, jednak w tym przypadku małe bomby okazały się skuteczne.
Poza bombami samoloty ostrzeliwały wycofujące się okręty z półcalówek. Łącznie 4 samoloty zrzuciły 20 bomb, z czego jedna celnie ulokowana bomba w niszczyciel Kisaragi. Pilotem odpowiedzialnym za trafienie był wspomniany Henry T. Elrod. Niestety zacięte ataki amerykańskich pilotów były odpierane przez obronę przeciwlotniczą. Walka kosztowała USMC kolejne dwa uszkodzone F4F-3.
Do obrony wyspy została tylko para maszyn. Zresztą dwie godziny po odwrocie floty japońskiej pozostałe Wildcaty odpierały kolejną wyprawę bombową, zestrzeliły dwie Nell. Tego dnia obrona Wake zakończyła się pełnym sukcesem. Wildcat okazał się samolotem myśliwsko-bombowym z prawdziwego zdarzenia, heroizm zarówno pilotów, jak i żołnierzy na wyspie był niezaprzeczalny. Widząc, jak małe siły zdołały odeprzeć ten atak, warto zwrócić uwagę, jak istotną rolę w przyszłej wojnie na Pacyfiku będzie pełnić lotnictwo.
Zniszczone samoloty F4F-3 Wildcat z VMF-211, na pierwszym planie BuNo 4019/211-F-1 pilotowany przez Capt. Elroda. Zdjęcie US Navy 80-G-179006
„Send more JAPS” i nadzieja na odsiecz
Po pierwszym starciu sytuacja na Wake nie była ciekawa. Niestety nie było szans na większe wsparcie, główna baza USN na Pacyfiku leczyła rany po ataku z 7 grudnia. Zasobów do wsparcia wyspy było zatrważająco mało. Garnizon wyspy zaraportował o sukcesie w obronie i wysyłał prośbę o zaopatrzenie, wsparcie. Ktoś jednak źle zinterpretował fragment wiadomości i w świat poszła informacja, że obrońcy proszą o więcej Japończyków. Hasło „Send more JAPS” od razu zrobiło furorę w kraju. Miało pokazywać, jak nieugięty jest opór i duch walki żołnierzy USMC na dalekiej wyspie. Przykładem jest plakat, w którym mocarny żołnierz Marines pisze list do Mikołaja na zbliżające się święta z wyżej wspomnianą prośbą.
Obronę wyspy porównywano do obrony Alamo, co dla obrońców wyspy było raczej złą wróżbą. Mieli zostać bohaterami, ale z niewielkimi szansami na wygraną czy przeżycie.
Dowództwo USN nie chciało pozostawić obrońców bez wsparcia. Rozpoczęto szykowanie drugiego detachmentu VMF-211 do zapakowania na lotniskowiec USS Lexington. Amunicję i zaopatrzenie miał dostarczyć USS Tangier. Misja była skrajnie niebezpieczna, zważając na fakt, że po oceanie krąży Kido Butai. Flota amerykańska musi się pozbierać i chronić cenne lotniskowce. Logistycznie plan był prosty: lotniskowiec, transportowiec i tankowiec płyną w kierunku wyspy, w odległości 200 mil od wyspy VMF-211 przebazowuje się na wyspę i razem z lotniskowcem chronią przed atakami z powietrza statek transportowy, który wyładowuje sprzęt i zabiera rannych oraz cywilów. Taki zespół byłby w stanie obronić się przed wyprawami bombowymi z Wysp Marshalla, jednak pojawienie się dwóch japońskich lotniskowców w rejonie akcji przekreśliło plany USN na wsparcie.
Ostatnie loty Catalin
Jedyną drogą fizycznego kontaktu z wyspą były loty łodzi latających PBY Catalina. Nie były one w stanie przerzucić zaopatrzenia ani ewakuować cywilów. Henry T. Elrod tą drogą wysłał swój ostatni, pełen nadziei, list do swojej żony w USA.
Ciekawostką jest fakt, że ostatnim pilotem, który odwiedził wyspę na PBY, był Ensign Jewell Harmon (“Jack”) Reid, ten sam, który odkrył japońskie lotniskowce w początku wielkiej bitwy o Midway. To właśnie w tych lotach musiał być przetransportowany fikcyjny złoty zegarek z Pulp Fiction.
Finał walki o Wake
Finał walki o wyspę Wake był do przewidzenia. Lotnictwo z Soryu i Hiryu 22 grudnia zlikwidowało do końca opór pilotów USMC. Stracono oba Wildcaty po walce z nalotem 39 samolotów pokładowych. Tuż przed świtem 23 grudnia rozpoczął się drugi atak na wyspę. Nie będę dokładnie opisywał walk oraz poddania wyspy. Warto zwrócić uwagę, że lotnicy i obsługa VMF-211 wzięli czynny udział w obronie. Henry T. Elrod z Thompsonem przy biodrze bohatersko odpierał desant Japończyków i w tej walce poległ. Za swoją walkę w obronie wyspy przyznano mu Medal Honoru, najwyższe amerykańskie odznaczenie bojowe. Jego wysoka sylwetka z pistoletem maszynowym przy boku podobno jest nawet zapisana we wspomnieniach nie tylko strony amerykańskiej, ale również w relacjach atakujących Japończyków.
Pomimo sporego sukcesu w obronie, brak amunicji, zerwana łączność i brak perspektywy zwycięstwa zmusiły obrońców do poddania wyspy tego samego dnia. Ostatnia wiadomość nadana przez obrońców brzmiała „ENEMY ON ISLAND, SITUATION IN DOUBT”
Warto podsumować straty obu stron:
USA straciły 49 USMC, 3 USN i 70 cywilów, do tego 12 samolotów.
Japonia straciła 144 żołnierzy, 140 żołnierzy ichniejszej piechoty morskiej, dwa niszczyciele z 325 marynarzami, do tego utracono łącznie 28 samolotów bazowania lądowego.
Los obrońców Wake po kapitulacji
Jednak nie jest to koniec historii dla ludzi w nią zaangażowanych. Do niewoli dostało się około 1600 osób, z czego 2/3 to byli cywile. Większość została zabrana z wyspy do obozów jenieckich w Chinach. Mała grupa została jako pracownicy przymusowi wykorzystywana do fortyfikacji wyspy. Los obu grup jeńców był fatalny, umierali z chorób oraz byli torturowani i mordowani przez Japończyków. Pod sam koniec wojny garnizon japoński poddał się, twierdząc, że jeńcy na wyspie zginęli w nalotach bombowych. Prawda była zupełnie inna. W październiku 1943 roku zostali wszyscy rozstrzelani i zakopani w zbiorowym grobie. Zbrodnia ta była odwetem za nalot USN z dnia wcześniejszego, dokonany z pokładu już nowego Lexingtona (CV-16). Jeden z więźniów uciekł i wyrył na skale napis z liczbą zamordowanych jeńców i datą. Został on schwytany i również zamordowany.
Kamień upamiętniający śmierć jeńców na Wake. Zdjęcie: Google Maps.
Wake w filmie i pamięci
Jeszcze w 1942 roku Hollywood wzięło na tapet temat obrony Wake. Powstał film, który miał premierę pod koniec tego samego roku i był nawet nominowany w 4 kategoriach do Oscara.
Zainteresowanym lotnictwem USMC bardzo polecam rzucić okiem na tę produkcję. Podobnie jak w innym słynnym filmie z 1941 roku, „Dive Bomber”, mamy tutaj ujęcia z autentycznymi F4F-3 Wildcat, jednak malowanie jest tylko zbliżone do tych z bitwy.
Jedynie bomby podwieszane pod samolot Elroda są podkoloryzowane przez twórców filmowych.
Na wyspie po wojnie PAN AM wznowił działalność i trwała ona do lat 70., kiedy to pojawienie się dużych samolotów pasażerskich wyeliminowało konieczność międzylądowania. Siły amerykańskie do tej pory korzystają z wyspy jako swojej bazy. Na terenie wyspy znajduje się pomnik upamiętniający obrońców wyspy.
Pomnik obrońców wyspy Wake. Zdjęcie: Google Maps.
Źródła
- https://www.youtube.com/watch?v=KQhNs08fMWo&t=3962s
- https://en.wikipedia.org/wiki/Battle_of_Wake_Island
- https://www.usni.org/magazines/naval-history-magazine/2020/december/wakes-valiant-aviators
Zobacz jeszcze
- Zobacz model Grumman F4F-3 Wildcat w sklepie Arma Hobby
70090 F4F-3 Wildcat – trzy samoloty, które stanęły przeciw potędze Japonii
Ojciec Reduktor, Niespełniony filantrop, mąż stanu i mecenas sztuki. Robi wszystko, aby polskie modelarstwo rozwijało się jak najszybciej. Współtwórca marki Arma Hobby. Zaprojektował modele: TS-11 Iskra, PZL P.7a, Fokker E.V, PZL P.11c, Hawker Hurricane, Jak-1b,FM-2 Wildcat, P-51 B/C Mustang i 1/48 Hurricane.
This post is also available in:
















Mega historia!!!