Boxartowy Curtiss P-36C od razu przyciąga wzrok. To jeden z tych modeli, które kuszą nietypowym malowaniem, ale jednocześnie potrafią skutecznie odstraszyć samą myślą o maskowaniu. Charakterystyczne fale, wiele kolorów i sporo pracy – brzmi znajomo?
Model bardzo mi się podobał, ale nie miałem ochoty spędzać godzin nad taśmą maskującą. Co zrobić? Odpowiedź przyszła sama, kiedy spojrzałem na swój warsztat i rzuciły mi się w oczy markery akrylowe AK.
Markery zamiast aerografu?
Markery zarówno z serii Real Colors, jak i pędzelkowe z serii Playmarkers zostawiają ślady prowadzenia. Nie da się osiągnąć idealnie gładkiej powierzchni jak przy malowaniu aerografem. Coś za coś. Skoro łatwość pomalowania modelu jest dużo większa, zdecydowałem się na taki test.
Na początek trzeba dopasować kolory. Niestety nie jest to łatwe, bo kolory w internecie i na opakowaniach nijak nie odpowiadają temu, jak malują w rzeczywistości. Trzeba kupić więcej i dobrać je metodą prób. Z moich testów wyszło, że najlepiej pasują:
- bardzo ciemnoszary (prawie czarny) – RLM66 RCM025
- ciemny zielony – IJA AO Midori Iro RCM030
- biały – Flat White RCM034
- szary – Dark Grey AKM006
- piaskowy/pomarańczowy – Light Skin AKM007
Kolory te są bardzo blisko tego, co było w oryginale. Mają dobre nasycenie, odcień i wzajemną relację.
Jak to się maluje?
Druga sprawa to gładkość powierzchni. Seria Real Colors to markery z końcówką z gąbki i zostawiają mniejsze ślady prowadzenia. Całościowo dają cieńszą powłokę, która wymaga jednak kilku warstw, żeby dobrze pokryć model. Seria Playmarkers ma pędzelek i jest tak naprawdę farbą akrylową w innym pojemniku. Dobrze kryje, jednak warstwa jest trochę grubsza i zostawia wyraźniejsze ślady.
Budowa modelu to szybki proces. W dwa wieczory miałem gotową bryłę do malowania. Podkład to czarny Surfacer 1500 Gunze, potem na to lakier bezbarwny błyszczący Hataki. Boxart zainspirował mnie do zrobienia na modelu obić farby eksperymentalnego kamuflażu, dlatego jako pierwszą warstwę użyłem koloru aluminium z palety Gunze Super Metallic. Całość zmatowiłem lakierem Hataki, aby farba z markerów dobrze trzymała się powierzchni.
Curtissy z Cleveland 1939. Eksperymentalne kamuflaże 27th Pursuit Squadron
Malowanie markerami to zupełnie inna praca niż aerografem. Można robić z doskoku, nic nie śmierdzi, szybko zmieniać kolory i poprawiać każdy etap. Najtrudniejszy był kolor biały. Niestety słabo krył i wymagał większej liczby warstw, co zaowocowało mocnymi śladami malowania.
Mimo tych zalet czas samego malowania był i tak spory. Pewnie podobny jak przy maskowaniu i malowaniu aerografem. Podsumowując – czas jest podobny, ale charakter pracy zupełnie inny.
Efekt końcowy
Po wymalowaniu całego kamuflażu pokryłem model lakierem błyszczącym Hataki. Ślady malowania wyszły wtedy bardzo mocno – wszystko było widoczne kilka razy bardziej. Nie zniechęciłem się jednak na tym etapie. Tak miało być i na to się zgodziłem, podchodząc do tego eksperymentu.
Zamiast się martwić, dodałem lekki postshading czarnym kolorem wzdłuż linii podziału, trochę brudu farbą olejną (brązy i czernie), a następnie nałożyłem cztery kalkomanie. Mało, szybko i dobrze.
Wszystkie powyższe zabiegi zabezpieczyłem ponownie lakierem bezbarwnym błyszczącym (kilka warstw – grubo) i przeszlifowałem szmatkami ściernymi. Potem lakier matowy i ponownie lekki szlif powierzchni. Na koniec ostatnia warstwa matowa.
I co się okazało? Model jest całkiem gładki. Może nie jest to poziom mistrzowski, jak po aerografie, ale nadal bardzo cieszy oko. Zresztą oryginał też był malowany szybko i widać na nim ślady pędzla, więc nie do końca idealnie gładkie kolory są dla mnie akceptowalne.
Natomiast udało się pozbyć wszelkich nierówności powierzchni.
Co ze zdrapką? Tutaj nie do końca jestem zadowolony. Farby z markerów dały dosyć grubą warstwę, co okazało się wadą. Zdrapywanie było trudne do kontrolowania, farba schodziła zbyt dużymi płatami jak na skalę 1/72. Dlatego obdrapałem tylko osłony silnika i krawędź natarcia skrzydła.
Warto próbować
Model zrobiony inną niż zwykle techniką ukończyłem w bardzo krótkim czasie. Przypomniałem sobie też, jak fajnym i szybkim w montażu modelem jest nasz Curtiss. Spróbowałem czegoś nowego i z efektu mojego eksperymentu jestem bardzo zadowolony.
Wam też polecam czasem eksperymentować w naszym hobby, nawet jeżeli nie jesteście pewni finalnego efektu. Czasem właśnie takie próby dają najwięcej satysfakcji.
A Wy próbowaliście już malowania markerami albo innej nietypowej techniki? Jeśli tak – koniecznie dajcie znać w komentarzach. Efekty możecie zobaczyć w galerii poniżej.
Spróbujesz tego malowania:
- Curtiss P-36A w sklepie Arma Hobby
Galeria Zdjęć
Ojciec Reduktor, Niespełniony filantrop, mąż stanu i mecenas sztuki. Robi wszystko, aby polskie modelarstwo rozwijało się jak najszybciej. Współtwórca marki Arma Hobby. Zaprojektował modele: TS-11 Iskra, PZL P.7a, Fokker E.V, PZL P.11c, Hawker Hurricane, Jak-1b,FM-2 Wildcat, P-51 B/C Mustang i 1/48 Hurricane.
This post is also available in:






















[…] Inny Curtiss, inne malowanie […]
Fajne, ale trochę te pisaki widać, zwłaszcza te do malowania figurek. Szablony do malowania aerografem też byłyby trudne. A może Arma poszłaby zapomnianym śladem szablonów do malowania Hurricane (do samodzielnego wydruku?).