Gdy w Europie Mustangi eskortowały bombowce nad Berlin, na Pacyfiku sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Cele znajdowały się dalej, ogromne przestrzenie oceanu utrudniały nawigację, a każdy problem techniczny często oznaczał utratę samolotu i pilota bez szans na ratunek.
Wyzwanie odległości
Od lata 1944 roku bombowce strategiczne Boeing B-29 Superfortress startowały z Marianów i wykonywały wielogodzinne loty nad Japonię. Dopiero po zdobyciu Iwo Jimy w marcu 1945 roku lotnictwo amerykańskie mogło wysłać w ich eskorcie myśliwce North American P-51D i P-51K Mustang. Z Iwo Jimy do Tokio było około 1200 km w jedną stronę — mniej więcej tyle, ile wynosiła odległość z południowej Anglii do Berlina. Różnica polegała na tym, że nad Europą pilot miał pod sobą ląd, lotniska zapasowe i rozwiniętą sieć ratownictwa. Nad Pacyfikiem przez większość lotu widział tylko ocean.
Początkowo Mustang nie był preferowany przez lokalne dowództwo na Pacyfiku. Bardziej ufano samolotom Lockheed P-38 Lightning i Republic P-47 Thunderbolt. Dwusilnikowy P-38 dawał większą szansę powrotu po awarii jednego silnika, a potężny silnik gwiazdowy P-47 był znacznie odporniejszy na uszkodzenia niż chłodzony cieczą Merlin Mustanga. Nad oceanem i dżunglą miało to ogromne znaczenie psychologiczne.
Dowództwo USAAF wybrało jednak Mustanga z bardzo prostego powodu — był najlepszym kompromisem pomiędzy osiągami, zasięgiem, kosztami produkcji i możliwościami masowego użycia. W Europie udowodnił już, że potrafi eskortować bombowce aż nad Berlin i wrócić do Anglii. Po zdobyciu Iwo Jimy okazało się, że te same cechy czynią go idealnym myśliwcem do operacji Very Long Range przeciw Japonii.
Standard VLR – Very Long Range
Mustangi z Iwo Jimy różniły się od swoich europejskich odpowiedników. Standard VLR obejmował nie tylko dodatkowe zbiorniki paliwa, ale także wyposażenie radiowe i nawigacyjne potrzebne podczas wielogodzinnych lotów nad oceanem.
Wnęki podwozia w P-51D Mustang – jak poradzić sobie z trudnym malowaniem?
Mustangi z Iwo Jimy otrzymywały anteny systemu radionawigacyjnego AN/CPA-6 „Uncle Dog”, pomagającego pilotom utrzymywać kurs i odnajdywać drogę powrotną do baz nad otwartym Pacyfikiem. W późniejszym okresie część samolotów otrzymywała także radarowy system ostrzegania o ataku od tyłu AN/APS-13, którego niewielkie anteny można było zauważyć w tylnej części kadłuba.
Typową konfiguracją eskortową były podskrzydłowe zbiorniki 110 galonów. Zapewniały zasięg potrzebny do lotów z Iwo Jimy nad Tokio i z powrotem. Jednak podczas misji szturmowych sytuacja się komplikowała: miejsca na bomby pod skrzydłami były już zajęte przez zbiorniki paliwa. Wprowadzone w późnych seriach P-51D rakiety HVAR zwiększały za to opór aerodynamiczny, zmniejszając zasięg. Dlatego zaczęto stosować większe, bardziej opływowe zbiorniki 150-galonowe pochodzące z Lockheeda P-38 Lightning.
W zestawie znajduje się osobna ramka zawierająca te charakterystyczne konfiguracje uzbrojenia i wyposażenia VLR — zbiorniki 110 galonów, zbiorniki 150 galonów z Lightninga oraz rakiety HVAR stosowane podczas ataków na lotniska i cele naziemne.
„Snortin’ Phyllie” – 21st Fighter Group
Pierwszym z malowań w zestawie jest North American P-51D-20-NA, 44-63918/312, „Snortin’ Phyllie” pilotowany przez por. Herba Straughna z 531st Fighter Squadron, 21st Fighter Group, Iwo Jima, wiosna-lato 1945 r.
To klasyczny Mustang z Iwo Jimy — wyposażony do lotów Very Long Range i noszący charakterystyczne oznaczenia jednostki operującej nad Japonią. Elementem oznaczeń był biały pas na usterzeniu z czarnymi krawędziami oraz podobnie oznaczone końcówki skrzydeł i usterzenia poziomego. Zamiast anteny masztowej systemu „Uncle Dog” pod kadłubem zastosowano antenę drutową.
Samolot wyróżnia także nose art przedstawiający skąpo ubraną kowbojkę. Nazwa „Snortin’ Phyllie” utrzymana była w typowym dla epoki stylu amerykańskiego nose artu i prawdopodobnie odnosiła się do kapryśnej, temperamentnej dziewczyny przedstawionej na samolocie.
„Little One” – 506th Fighter Group
Drugim samolotem jest P-51D-25-NA, 44-72612/576, „Little One” por. Francisa J. Pileckiego z 458th Fighter Squadron, 506th Fighter Group, Iwo Jima, wiosna 1945 r.
To jedno z najbardziej efektownych malowań Mustangów VLR. Charakterystyczne skośne pasy na usterzeniu sprawiają, że samolot natychmiast przyciąga wzrok. W połączeniu z dodatkowymi zbiornikami paliwa i uzbrojeniem wygląda jak maszyna stworzona do dalekich lotów nad oceanem i uderzeń na Japonię.
Nasz zestaw jest prawdopodobnie pierwszym dostępnym na rynku modelem P-51D VLR z pasami opracowanymi tak, aby dokładnie dopasować je do kształtu tylnej części kadłuba Mustanga.
Nazwisko pilota polskiego pochodzenia może polskim odbiorcom kojarzyć się z rotmistrzem Witoldem Pileckim, ochotnikiem do Auschwitz i autorem jednych z pierwszych raportów o niemieckim obozie zagłady. Zbieżnośc nazwisk jest przypadkowa, nic nie wiemy o możliwym pokrewieństwie pilota z rotmistrzem Pileckim.
Mustang nad Japonią
Misje VLR należały do najdłuższych wykonywanych przez alianckie myśliwce jednosilnikowe podczas II wojny światowej. Sukces tych operacji był możliwy dzięki połączeniu zasięgu Mustanga, zdobyciu Iwo Jimy oraz gigantycznemu zapleczu logistycznemu amerykańskiego lotnictwa.
Nasz model P-51D Mustang VLR pokazuje właśnie ten moment wojny — czas, gdy amerykańskie myśliwce mogły już regularnie eskortować bombowce nad Japonię i wykonywać bezpośrednie ataki na cele na Wyspach Japońskich.
70090 F4F-3 Wildcat – trzy samoloty, które stanęły przeciw potędze Japonii
Modelarz, który ma szczęście pracować w swoim hobby. Na co dzień osoba szara i niepozorna. Ożywia się dyskutując o modelarstwie, teoriach spiskowych, Wielkim Księstwie Litewskim i marketingu internetowym. Współwłaściciel Arma Hobby. Skleja figurki, samoloty i broń pancerną, głównie polonika i lotnictwo morskie.
This post is also available in:






