Dzisiaj chciałbym pokazać swój model czeskiego Messerschmitta 262, czyli Avii S-92 Turbina. Bardzo nastawiałem się na wykonanie właśnie tego malowania, ale o tym za chwilę. To model, przy którym coś mi się udało, coś nie wyszło idealnie, a kilka rzeczy może przyda się też Wam przy budowie.
Odrzutowy atak nostalgii
Ten model wybrałem trochę z sentymentu. Mam słabość do czeskich modeli jeszcze z dawnych lat, kiedy sklejało się różne Avie z Kovozavodów. Mam już kilka takich modeli zrobionych, także w nowszych wydaniach Eduarda. Byłem pewien, że jako pierwszą zrobię właśnie czeską Avię, a później może klasycznego Messerschmitta Me 262 – może już z dodatkami i większym rozmachem.
Chyba zgodzicie się ze mną, że ta Turbina będzie dobrze wyglądała obok Avii B-534 i Avii CS-199. Odpowiedź znajdziecie na końcu tego wpisu.
Model skleiłem w konwencji prosto z pudełka. Bez dodatków, bez przeróbek – samo sklejenie, malowanie i kalkomanie. Więcej uwagi poświęciłem malowaniu, bo chciałem pokazać, ile można wydobyć z modelu pudełkowego samą farbą i kilkoma prostymi zabiegami.
Malowanie modelu
Samolot był pomalowany czeską farbą bardzo zbliżoną do RLM 02, czyli niemieckiego koloru ochronnego. Jednolite malowanie ma tę zaletę, że można na nim łatwo zrobić różne przebarwienia, zabrudzenia i ślady eksploatacji. W wielobarwnym kamuflażu, jak w późnych Me 262, jest to trudniejsze, bo sam podział kolorów już mocno pracuje wizualnie.
Mój sposób malowania był taki, że najpierw dałem bazę metaliczną – na przykład Gunze C8. Następnie maskolem zabezpieczyłem różne panele, otwory inspekcyjne, lotki i drobne elementy, które chciałem później zróżnicować. Wokół nich dałem ciemniejszy odcień, chyba RLM 66. Potem gąbką nanosiłem drobne punkty maskolu w miejscach bardziej narażonych na eksploatację.
Potem malowałem cały model RLM 02, stopniowo zdejmując maskowanie i dodając kolejne warstwy. Później rozjaśniałem miejscami kolorem RAF Sky. W efekcie wyszła nierównomierna, szaro-zielona powierzchnia, która wyglądała znacznie ciekawiej niż zwykły jednolity kolor.
Dodatkowo używałem bardzo cienkiej gąbki, lekko ją rozciągałem i malowałem przez nią aerografem. Przez jej strukturę przechodziła odrobina farby w trochę innym odcieniu, zostawiając delikatne kropki i subtelne odbarwienia. To bardzo dobry sposób, żeby ożywić jednokolorową powierzchnię.
Kalkomanie Cartograf – kilka uwag
Po lakierze bezbarwnym położyłem kalkomanie. Tu drobna uwaga – kalkomanie od Cartografu są bardziej miękkie niż te znane z Techmodu. Obydwie firmy robią bardzo dobre kalki, ale pracuje się z nimi trochę inaczej. Cartograf warto dobrze zwilżyć płynem albo wodą, bo jeśli powierzchnia przeschnie, kalka może się zawijać i utrudniać ustawienie.
W tym modelu są czeskie oznaczenia ułożone po obu stronach samolotu lustrzanie. Warto poświęcić chwilę, żeby były ustawione symetrycznie i równo względem linii podziału, bo na jednolitym malowaniu każda asymetria od razu rzuca się w oczy. Są też cienkie paski ostrzegawcze – lubią się zawijać, ale spokojnie da się je ułożyć.
Weathering – postprodukcja
Po wyschnięciu kalkomanii znów dałem lakier bezbarwny i podkreśliłem linie podziału. Nie używałem czarnego koloru, bo jest zbyt wyrazisty. Zastosowałem Ammo Mig Oilbrusher Starship Filth – ciemny, szaro-zielonkawy odcień, który dobrze wygląda na takim modelu. Nadmiar starłem ręcznikiem papierowym, miejscami poprawiłem pędzelkiem z white spirit.
Na końcu całość pokryłem półmatowym lakierem Hataka i dodałem jeszcze trochę drobnych obić oraz zabrudzeń aerografem kolorem Dark Earth w miejscach, gdzie chodzi załoga i w okolicach podwozia.
Montaż podwozia prawie „na klik”
Jeśli chodzi o montaż podwozia, to model jest tu zrobiony bardzo sprytnie. Elementy są spasowane tak dobrze, że praktycznie można je składać prawie bez kleju. Trzeba tylko uważać na warstwę farby – jeśli jest za gruba, części mogą nie chcieć wejść. Wtedy wystarczy delikatnie przeszlifować miejsce styku i wszystko wsuwa się jak trzeba.
Golenie podwozia głównego i przedniego mają sprytnie doczepione górne elementy pokryw podwozia i po wsunięciu w skrzydło bardzo ładnie się klinują. Można je docisnąć tępą pęsetą, ale spokojnie i z wyczuciem. Bez fałszywych ruchów i przesadnej brutalności.
Moje trzy największe wpadki
- Były też drobne wpadki. Przy kabinie po zdjęciu masek zobaczyłem ślad wyglądający jak zadrapanie. Szlifowałem, polerowałem i nic. Okazało się, że to zabrudzenie od wewnątrz. Delikatnie wyciąłem ruchomą część oszklenia czeską żyletką, zdjąłem ją i sprawca – mały paproch gdzieś uleciał. Wycięta kabinka już nie wpasowała się tak ładnie, ale pocieszam się, że nic nie widać (prawie).
- Druga rzecz – zostawiłem odcisk palca na kadłubie. Palec musiał być lekko zwilżony klejem albo rozpuszczalnikiem. Najpierw próbowałem ratować to pisakiem z włókna szklanego, ale nie wyglądało dobrze. Ostatecznie podmalowałem miejsce kolorem bazowym i po problemie.
- Trzecia – jedna goleń podwozia wyszła mi minimalnie przesunięta. Prawie tego nie widać, ale ja wiem. Gdybym wcześniej sprawdził ustawienie w jigu, poprawiłbym to bez problemu. Kiedy były już doklejone koła i pokrywy, nie chciałem nic ruszać, żeby czegoś nie urwać. Trzeba było zaakceptować, że nie wszystko będzie idealne.
Skończony model
Chyba też tak macie: budowa tego modelu trochę się przeciągnęła. Były inne obowiązki, przerwa świąteczna, a przez co najmniej dwa tygodnie nic przy nim nie robiłem. Niektórych wcześniejszych etapów już nawet dobrze nie pamiętam. Brzmi znajomo?
Po skończeniu okazało się, że ta szaro-zielona Turbina ma więcej uroku, niż początkowo podejrzewałem. To nie jest samolot krzykliwy kolorami, ale właśnie dzięki temu przyciąga wzrok detalem i charakterem.
Narzędzia tej opowieści. W opisie modelu nie wspomniałem o kilku pomocnikach z warsztatu: maskach drukowanych 3D do luków podwozia, kawałku plastikowego podkładu do taśmy dwustronnej używanego przy cieniowaniu lotek i klap oraz pisaku Chrome od AK Interactive. Malowałem nim błyszczące części cylindrów hydrauliki podwozia. I trzy razy poprawiałem, aż w końcu zrozumiałem, że najlepiej wycisnąć trochę farby do pojemniczka i nanieść ją pędzlem. To była moja czwarta wpadka i kolejna nauczka.
Dała sporo przyjemności, kilka okazji do kombinowania i parę drobnych lekcji. Jeśli lubicie nietypowe tematy i chcecie zrobić coś innego niż kolejny standardowy Messerschmitt Me 262, to czeska Avia S-92 Turbina jest naprawdę świetnym wyborem.
Dajcie znać, jaki model najbardziej Was pozytywnie zaskoczył mimo skromnego malowania. Chętnie poczytam, co stoi u Was na warsztacie.
Zamów model w naszym sklepie
- Kup teraz link w sklepie modelarskim Arma Hobby.
Post Scriptum
Tak wyglądaja dwa Messerschmitty:
A tak trzy Avie:
Modelarz, który ma szczęście pracować w swoim hobby. Na co dzień osoba szara i niepozorna. Ożywia się dyskutując o modelarstwie, teoriach spiskowych, Wielkim Księstwie Litewskim i marketingu internetowym. Współwłaściciel Arma Hobby. Skleja figurki, samoloty i broń pancerną, głównie polonika i lotnictwo morskie.
This post is also available in:
























[…] Avia S-92 Turbina – mój model, wpadki i odrzutowa dawka nostalgii […]
Odwrotnie niż Wojtek – nie mam sentymentu do czeskich malowań – bo z braku innych modeli na rynku sklejałem je raczej z musu niż z pasji.
Ale muszę powiedzieć, że ten Messer wyszedł naprawdę fajnie, jednolite malowanie podkreśla agresywną rekinią sylwetkę samolotu, a dodatkowo Wojtek bardzo ładnie zróżnicował powierzchnie!
Gratulacje!