To jest historia modelu tak prawdziwa, że aż nieprawdopodobna. Robbie, czyli The Model Guy, dostał do recenzji Hurricane’a Mk I w 1/48. Zamiast iść w „ładne” malowanie, wybrał coś trudniejszego – zużytego weterana, maszynę z historią. Ten konkretny typ samolotu, o którym już pisaliśmy tutaj:
Hawker Hurricane P3090 – od myśliwca Bitwy o Anglię do służby w Fleet Air Arm
To nie był Hurricane z jednego momentu wojny. To był samolot, który swoje przeszedł – Bitwa o Anglię, potem służba we Fleet Air Arm, szkolenia, prowizoryczne naprawy, przemalowania, części z innych maszyn. Taki typ „weterana”, gdzie nic nie jest idealnie równe, a powierzchnia opowiada historię użytkowania.
I dokładnie taki model Robbie postanowił zrobić.
Budowa szła normalnie. Malowanie pod obicia, warstwy, poprawki – wszystko zmierzało w stronę mocno zużytego egzemplarza. Model był już praktycznie gotowy. I wtedy wydarzyło się coś, czego nie da się zaplanować – uderzenie w ścianę po drugiej stronie warsztatu sprawiło, że monitor spadł prosto na model. I było po nim.
Trochę jak ten prawdziwy Hurricane – który też nie raz kończył w gorszym stanie, niż zaczynał dzień.
Robbie pokazał to u siebie. Jak tylko się o tym dowiedzieliśmy, od razu wysłaliśmy mu drugi zestaw. Bez ustaleń, bez pytań – po prostu nowy model.
I wtedy ta historia zaczęła przypominać jeszcze bardziej historię prawdziwego samolotu.
Druga próba to już nie było „odtworzenie tego samego”. To było podejście bardziej świadome. W kokpicie pojawiły się dodatkowe przewody i detale, które wcześniej były pominięte. Malowanie poszło odważniej – więcej kontrastu, więcej pracy kolorem pod spodem. Obicia stały się bardziej kontrolowane, ale jednocześnie bardziej wyraziste.
Widać też różnicę w podejściu do samej powierzchni. W drugiej wersji farba pracuje mocniej – są wyraźniejsze przejścia, bardziej „żywe” odpryski. To trochę ten moment, kiedy przestajesz się bać, że będzie „za dużo”, i zaczynasz ufać referencjom.
Efekt końcowy jest bardzo dobry. I szczerze – lepszy niż mój model tego samego typu:
Patrząc na niego, mam wrażenie, że moje obicia są bardziej stonowane. Użyłem Airframe Aluminium, które daje subtelny efekt, ale przy takim temacie może aż za spokojny. Tu bardziej pasowałoby coś mocniejszego – może Chrome, żeby te przetarcia naprawdę „wyszły” na powierzchnię.
I w tym jest chyba najciekawsza część tej historii.
Model, który miał być po prostu kolejną recenzją, przeszedł własną „służbę bojową”. Jeden poważny wypadek, powrót do warsztatu i druga próba – lepsza, bardziej świadoma, bliższa temu, co widać na archiwalnych zdjęciach prawdziwych Hurricane’ów.
Dokładnie tak, jak te samoloty, które próbował odtworzyć.
Zobacz jeszcze:
👉 Obejrzyj w sklepie model Hurricane Mk I: link
Hurricane Mk I 1/72 Royal Navy (Popeye) – mistrzostwo skupienia w małej skali
Hurricane Mk I 1/48 w 24 godziny? Josef Choreň podjął wyzwanie
Modelarz, który ma szczęście pracować w swoim hobby. Na co dzień osoba szara i niepozorna. Ożywia się dyskutując o modelarstwie, teoriach spiskowych, Wielkim Księstwie Litewskim i marketingu internetowym. Współwłaściciel Arma Hobby. Skleja figurki, samoloty i broń pancerną, głównie polonika i lotnictwo morskie.
This post is also available in:











