Aby historię naszego bohatera naświetlić we właściwy sposób, trzeba niestety nieco uprzedzić fakty i zacząć od końca. Hayate pierwotnie oznaczony białym numerem taktycznym „46”, jest bowiem jedynym istniejącym do dziś egzemplarzem rodziny Ki-84. Dziarski staruszek (który w 2022 roku kończy 78 lat), nadal pozostaje w bardzo dobrym stanie technicznym, a po pewnych przygotowaniach byłby w stanie ponownie wzbić się w powietrze. Co więcej, nie jest to maszyna przejęta po wojnie w halach zakładów Nakajima, a prawdziwa weteranka, uczestniczka walk o Filipiny jesienią 1944 roku.

Znając szerszy kontekst, przejść możemy do szczegółów. Maszyna Ki-84 Ko o numerze seryjnym 1446, opuściła linię produkcyjną zakładów Nakajima w Ota latem 1944 roku (prawdopodobnie 26 czerwca). Po oblataniu i wprowadzeniu szeregu niezbędnych korekt technicznych, przerzucona została na lotnisko Tokorozawa, położone na północny zachód od Tokio. Tokorozawa to historyczne lotnisko znane z prężnej działalności ośrodka badawczo-rozwojowego Lotnictwa Armii (IJAAF). Funkcjonowały tam również liczne jednostki szkolenia operacyjnego, a także centrum techniczno-logistyczne, gdzie zarówno zaprawione w walkach jak i nowotworzone Sentai (grupy), przybywały celem wymiany sprzętu, przezbrojenia na nowe typy maszyn, doszkolenia i odzyskania pełnej wartości bojowej. I tam właśnie swoich nowiutkich Hayate niecierpliwie wyczekiwał personel jednej z najstarszych i najbardziej zasłużonych jednostek IJAAF, a mianowicie 11. Sentai. Maszyna została oznaczona godłem jednostki w postaci błyskawicy. Miało ono barwę czerwoną (z białym lamowaniem), co symbolizowało jej przynależność do 2. Chutai 11. Sentai (czyli w przybliżeniu – do 2. Dywizjonu 11. Grupy). Zgodnie z metodologią często stosowaną w IJAAF, przydzielono jej numer taktyczny „46” pochodzący od końcówki numeru seryjnego.

Wichury nad Mandżurią

Wojenna zawierucha

Bogata historia 11. Sentai godna jest osobnego omówienia, w tym miejscu skupię się jedynie na okresie, w którym podstawowym narzędziem walki jednostki stały się maszyny Ki-84 Hayate. Pomiędzy latem 1943 a wiosną 1944, 11-ta operowała na tzw. obszarze CBI (Chiny Birma Indie). Jej ówczesny szlak prowadził od Harbinu w Mandżurii, przez Wuhan w centralnych Chinach, aż po Kanton na południowym wschodzie tego kraju. I właśnie tam, w marcu 1944 roku dotarł rozkaz wycofujący jednostkę do Japonii, w celu przezbrojenia i reorganizacji. W owym czasie 11. Sentai uważana była za elitarną. Nie bez racji. W jej szeregach latali bowiem prawdziwi wyjadacze. Wielu pilotów miało za sobą krwawą kampanię na Nowej Gwinei i walki nad Salomonami. Kilku pamiętało jeszcze starcia nad Malajami, Birmą i Holenderskimi Indiami Wschodnimi z roku 1941 i 42. Przesiadka z dosiadanych aktualnie Ki-43-II Hayabusa na najnowszy typ myśliwca, budziła nadzieję i entuzjazm. Tyle tylko, że wojna rządzi się swoimi własnymi prawami. Krótko po przybyciu do Tokorozawy większość doświadczonych pilotów musiała opuścić macierzysty pułk. Część z nich przeniesiono do innych jednostek, gdzie objęli stanowiska dowódców dywizjonów bądź eskadr. Część trafiła do jednostek szkolnych, jako instruktorzy walki powietrznej. Jeszcze inni, ze względu na odniesione wcześniej kontuzje oraz wycieńczenie chorobami tropikalnymi, zostali wysłani na długą rekonwalescencję.

W bazie pozostał jedynie trzon kadry Sentai, uzupełniany pospiesznie szkolonym „narybkiem”. Dla tych żółtodziobów przejście ze stareńkich Ki-27, bądź wyeksploatowanych Ki-43 na Hayate, wcale zadaniem łatwym nie było. Liczne niedomagania techniczne wczesnych Ki-84 także dawały mocno w kość. Na domiar złego, sama Kwatera Główna (Koku Hombu) nie mogła się zdecydować, gdzie i do czego użyć zreorganizowanej Jedenastej. Początkowo planowano jej włączenie do formacji Obrony Japonii (Hondo Boei Butai). Późniejszy zamysł odsyłał ją do Chin, na wsparcie mocno doświadczanych trudami walki 25., 50. i 85. Sentai. Ostatecznie postanowiono oddelegować jednostkę na Formozę (Tajwan), gdzie miała czasowo wzmocnić obronę wyspy, a z chwilą spodziewanej inwazji Filipin natychmiast ruszyć na Luzon. Zgodnie z pierwotnym planem, do odlotu z Japonii dojść miało na początku września. Niedostateczny poziom wyszkolenia młodych pilotów, przesunął jednak ten termin o miesiąc. 10 października 1944 roku 40 Hayate 11. Sentai wyruszyło w drogę, prowadzone przez swojego dowódcę – majora Yoshihiro Kanayę. Nie obyło się bez uszczerbku. Kilka maszyn musiało zawrócić z przyczyn technicznych, dwóch pilotów zaginęło w trakcie lotu nad oceanem. Do lotniska Yilan na Tajwanie dotarło około 30 maszyn. „Aklimatyzacja” w nowym miejscu, nie miała potrwać długo.

„Biała 46” porzucona na lotnisku Clark Field na Filipinac. Zdjęcie US Army.

Tajwan…

W ramach przygotowań do inwazji Filipin amerykański wywiad ustalił, iż w rejonie przyszłych walk Japończycy dysponują siłami szacowanymi na 1000-1200 samolotów różnych typów. Około 450 na Filipinach, 350 na Tajwanie i resztą na Okinawie oraz w bazach na południu Kiusiu. Misję wcześniejszego zneutralizowania tych sił powierzono grupie uderzeniowej lotniskowców wiceadmirała Marca A. Mitschera, znanej jako Task Force 38. Była to gigantyczna pięść, złożona z ośmiu lotniskowców floty (CV), dziewięciu lotniskowców lekkich (CVL), sześciu pancerników szybkich, sześciu krążowników ciężkich, ośmiu krążowników lekkich i przeciwlotniczych oraz 58 niszczycieli i szeregu jednostek pomocniczych. Na pokładach owych siedemnastu lotniskowców zgromadzono niemal 1000 samolotów. I cała ta siła (wsparta atakiem B-29 z terenu Chin), runęła na Tajwan 12 października 1944 roku.

Owego dnia 11. Sentai trzymana była w odwodzie niemal do samego końca. Rzucona została do walki dopiero w ostatniej fazie bitwy, przeciw wrogim samolotom wycofującym się na swe pływające lotniska. Efektem było krótkie, ale niezwykle zacięte starcie z myśliwcami Hellcat dywizjonu VF-19 lotniskowca USS Lexington, stanowiącymi ariergardę alianckiej formacji. Około 25 Hayate zwarło się w walce z odrobinę liczniejszymi F6F-5. Amerykanie stracili trzy myśliwce i trzech pilotów (w tym dowódcę jednostki), ale cena jaką przyszło Japończykom za ten sukces zapłacić była niezwykle wysoka. Zestrzelonych zostało sześć Ki-84, a dwa kolejne wróciły do bazy tak postrzelane, że trzeba je było spisać ze stanu. Większość pozostałych również doznało uszkodzeń, co w obliczu całkowitego braku części zamiennych stanowiło poważny problem. Tragiczny okazał się bilans strat w ludziach. Zginęło sześciu lotników, w tym trzech młodych pilotów, dwóch dowódców Chutai oraz… dowódca Sentai. Ciężko rannych zostało dwóch weteranów jednostki. Porucznik Hironojo Shishimoto (as z siedmioma pewnymi i siedmioma prawdopodobnymi zwycięstwami) ciężko uszkodził jednego Hellcata, ale chwilę późnej sam musiał wyskoczyć z płonącej maszyny. Wiszący na spadochronie Japończyk stał się celem dla pary amerykańskich myśliwców. Major Kanaya ruszył mu z odsieczą i odpędził napastników, lecz zginął ostrzelany przez czwórkę nurkujących F6F górnej osłony. Ciężko ranny pociskami 0,5 cala Shishimoto został uratowany i przeszedł trwającą pełny rok rehabilitację. Do latania już nie powrócił, aczkolwiek to zdarzenie (paradoksalnie) pozwoliło mu przeżyć wojnę. Tak czy inaczej, już na początku swej aktualnej kampanii, jednostka straciła w walce osiem maszyn i ośmiu pilotów, w tym pięciu bardzo doświadczonych. Szefostwo nad 11-tą objął kapitan Yuji Mizoguchi, dotychczasowy dowódca 3. Chutai.

Kolejne ujęcie Ki-84 porzuconego na Filipinach.

…i Filipiny

20 października 1944 roku, 6. Armia USA rozpoczęła lądowanie na Leyte. 11. Sentai została wezwana na Filipiny i dwa dni później ruszyła w drogę. Liczne awarie sprawiły, że na Luzon dotarło początkowo tylko siedem Hayate. Następnego dnia przybyło jeszcze pięć, a kolejnego cztery. Ta szesnastka maszyn nie była już siłą porównywalną z czterdziestoma Hayate, jakie opuściły Japonię zaledwie dwa tygodnie wcześniej. Pierwsza misja bojowa nad archipelagiem okazała się całkowitym fiaskiem. Kilkanaście Ki-84 z 11-tej i bratniej 1. Sentai osłaniać miało duże ugrupowanie bombowców 3. Sentai. Jednakże nieprawdopodobny bałagan panujący w dowództwie regionu sprawił, że Hayate przybyły w miejsce zbiórki długo po samotnym odlocie bombowców. Formacja przez pewien czas bezskutecznie krążyła w oczekiwaniu na powracające maszyny (akcja 3. Sentai zakończyła się niemal całkowitym unicestwieniem jednostki), po czym powróciła na lotnisko Malacat. Pomiędzy 23 a 26 października rozegrało się wielkie starcie sił powietrznych i morskich, znane nam jako Bitwa w zatoce Leyte. 11. Sentai nie wzięła w niej bezpośredniego udziału. Jej zadaniem była obrona powietrzna rejonu Clark Field – Lipa – Malacat, czyli baz w okolicy Manili. Doszło do szeregu spotkań z samolotami P-38 Lightning i P-47 Thunderbolt w których jednostka utraciła 3 samoloty i dwóch pilotów, zgłaszając 4-6 zwycięstw.

Dywizjon „Świętych” – najskuteczniejsza jednostka Wildcatów US Navy

Pomimo relatywnie niewielkiego uszczerbku w walce, przed końcem miesiąca stan zdatnych do boju maszyn spadł do 2-3 sztuk. W identycznej sytuacji znalazła się 1. Sentai i obie jednostki wycofano do kraju celem uzupełnienia sił. Powrót w rejon Manili nastąpił dość szybko, gdyż już około 7-8 grudnia maszyny „nowej” 11-tej dotknęły pasa w Clark. Po raz kolejny odezwały się wszystkie „demony przeszłości” i z czterdziestu maszyn które wystartowały z Japonii do celu dotarła zaledwie połowa. Wśród nich była także nasza „biała 46”. Ponieważ samo Clark Field (dawna baza sił USA) było doskonale znane Amerykanom i nieustannie atakowane z powietrza, domem jednostki stało się pobliskie, acz mniej eksponowane lotnisko Porac. 17 i 18 grudnia przyniósł jednostce misje ataku na port i lotnisko San Jose, na zajmowanej właśnie przez Aliantów wyspie Mindoro. Pierwszego dnia nad celem zginął dowódca 1. Chutai kapitan Kawagoe, drugiego nie powrócił dowódca 3. Chutai kapitan Ikeda, meldujący wcześniej dwa zwycięstwa powietrzne. 20 grudnia Grupa realizowała misję osłonową samolotów „toko”, czyli formacji samobójczych („kamikadze”). 11-ta strat o dziwo nie poniosła, a jej „podopieczni” zatopili jeden i poważnie uszkodzili kolejny transportowiec wojsk.

Do końca grudnia Hayate jednostki jeszcze dwukrotnie osłaniały ataki „toko”, kilkakrotnie uczestniczyły też w nocnych misjach myśliwsko-bombowych na amerykańskie przyczółki na Luzonie. Podobne zadania wiązały się z silną odpowiedzią ze strony myśliwców wroga, jak również ognia obrony przeciwlotniczej. Stan jednostki na dzień 6 stycznia wykazywał zaledwie 6 maszyn (z czego 3-4 zdolne do walki), a 9 stycznia już zero. 14 dnia tego miesiąca, niedobitki 11. Sentai odleciały na Tajwan na pokładzie samolotu transportowego. Na początku marca 1945 roku, ocalały personel Sentai dotarł do Takahagi w stołecznej dolinie Kanto w Japonii. Tu miał dać początek kolejnej odbudowie, ale… większość maszyn i młodych pilotów trafiać poczęła do jednostek samobójczych rzucanych do bitwy o Okinawę. 11-ta nigdy już nie „zmartwychwstała”. Uszkodzona i porzucona „biała 46” z godłem dumnej niegdyś jednostki, pozostała na obrzeżu Clark Field, aby rozpocząć kolejny etap swojej historii.

W obcych rękach. Testy…

Data przejęcia „białej 46” w zachodnich publikacjach podawana jest ze sporym „rozrzutem”. Część wspomina o styczniu, część o lutym, a nawet marcu 1945 roku. Każda z tych informacji jest na swój sposób prawdziwa. Wszystko zależy od tego, czy mówimy o odnalezieniu samolotu przez amerykańską piechotę, objęciu opieką przez wywiad, czy o rozpoczęciu prób w locie. W obronie Filipin brało udział aż sześć dużych związków taktycznych wyposażonych w Hayate (1., 11., 22., 51., 52. i 200. Sentai), jednak w ręce amerykańskie wpadły zaledwie dwa samoloty Ki-84 Ko w miarę nadające się do badań w powietrzu (co dobitnie uświadamia niszczycielską siłę inwazji). Temat był pilny, jako że Alianci niewiele wiedzieli o faktycznych możliwościach nowego myśliwca IJAAF. Owszem, spotykali go już od sierpnia na terenie Chin, jednak piloci zgłaszali przeważnie starcia z „jakimś nowym wariantem Zero” lub – w najlepszym przypadku – „odmianą Ki-44 Tojo”. Masowe pojawienie się Ki-84 nad archipelagiem było dla nich przykrym zaskoczeniem.

Do akcji natychmiast wkroczyli specjaliści Technical Air Intelligence Units – South West Pacific Area (TAIU -S.W.P.A.), czyli po naszemu: Komórki (Oddziału) Technicznego Wywiadu Lotnictwa na Obszarze Południowo-Zachodniego Pacyfiku. Oba Hayate zostały pozbawione kamuflaży, oznaczone amerykańskimi gwiazdami oraz kodami „zdobycznymi” S10 i S17. Egzemplarz S10 wydawał się być w lepszym stanie, ale wkrótce ujawnił sporo fabrycznych niedoróbek technicznych i po wymontowaniu użytecznych elementów trafił na złomowisko. Natomiast nasza „biała 46” (a aktualnie S17) wykonała kilka lotów, które stały się podstawą do stworzenia okólnika, informującego jednostki lotnicze wszystkich rodzajów broni o przybliżonych osiągach Ki-84. Amerykanie mieli jednak świadomość, że poznane parametry nie wyczerpują docelowych możliwości tej konstrukcji. Samolot wymagał gruntownego przeglądu i/lub remontu, aby uzyskane dane okazały się w pełni wiarygodne. S17 została zatem załadowana na pokład lotniskowca eskortowego USS Long Island (CVE-1) i wysłana do USA. Jej nowym domem okazał się ośrodek badawczy Wright Field w stanie Ohio. Choć stało się to dopiero wiosną 1946 roku, gdy wojna była skończona, próby postanowiono kontynuować. S17 poddano daleko idącym pracom. Silnik został całkowicie rozmontowany, głowice przeszlifowano, wymieniono świece, przewody, układ dostosowano do pracy na amerykańskim wysokooktanowym paliwie i innym oleju. Wymieniono także wszelkie gumowe elementy (fatalnej jakości), poczynając od opon, a na uszczelkach kończąc. Tradycyjnie zawodne podwozie główne Hayate, naprawiono, uzupełniono specjalnie dorobionymi detalami z wytrzymałej stali, poprawiono układ hamulcowy etc. Dopiero w tym stanie, maszyna mogła wykazać swe prawdziwe możliwości i zaoferować lepsze parametry niż w chwili opuszczenia taśmy produkcyjnej. Na S17 wykonano relatywnie niewiele lotów (maj-czerwiec 1946). Powodem było przybycie do Wright kolejnych dwóch egzemplarzy. Były to fabrycznie nowe Ki-84 Ko i Otsu, odnalezione w hali zakładów w Utsonomiya tuż po zakończeniu działań wojennych. I na nie to właśnie spadł główny ciężar testów, podczas gdy ex. „biała 46” została zakonserwowana i odstawiona do magazynu.

Podróż do USA na pokładzie CVE-1 USS Long Island, zdjęcie U.S. Navy.

Testy we Wright Field, USA.

…muzea i pokazy lotnicze

Kilka miesięcy później prezydent Harry Truman powołał do życia Smithsonian’s National Air Museum (NAM), znane nam dziś jako NASM (National Air and Space Museum). Wojsko, pozbywające się całej masy „wojennych trofeów” również naszą S17 przekazało tejże zacnej placówce. Problem polegał jednak na tym, iż NAM dopiero raczkowało, borykając się zarówno z brakiem stosownej lokalizacji, jak i środków niezbędnych do zabezpieczenia całej tej znakomitej, lecz nazbyt bogatej kolekcji (problemy finansowe wkrótce pogłębiły także wydatki USA na prowadzenie wojny w Korei). Część „artefaktów” trzeba było przekazać na rynek komercyjny i spieniężyć na potrzeby utrzymania muzeum. W ten sposób (w roku 1952) samolot trafił w ręce wielkiego miłośnika lotnictwa i kolekcjonera – Edwarda EdaMaloneya. Pięć lat później Hayate stał się ozdobą kolekcji świeżo założonego przez Maloneya Ontario Air Museum w Chino w Kalifornii (istniejącego do dziś jako „Planes of Fame Air Museum”). Maszyna została pomalowana na zielono i ozdobiona fantazyjnymi wężykami szarej farby. Na jej ogonie znalazło się godło 102. Sentai, doskonale znanej Amerykanom z okresu walk o Okinawę. Kamuflaż nijak nie odzwierciedlał malowania operacyjnych Ki-84, nie był to jednak okres szczególnej dbałości o prawdę historyczną. Malowanie miało być atrakcyjne dla widzów – i tyle. Po kolejnym remoncie w 1963 roku, samolot odzyskał zdolność lotu i cieszył oko w ramach powietrznych pokazów. Co ciekawe, pilotem który chętnie (w ramach indywidualnego kontraktu) prezentował maszynę w locie, był słynny as myśliwców P-47 Thunderbolt, Walker „Bud” Mahurin.

Początek lat siedemdziesiątych przyniósł przedsięwzięciom Maloneya pewnego rodzaju kryzys finansowy. Z pomocą ruszył inny miłośnik warbirdów i kolekcjoner – Ed Lykins. Dawna „biała 46” przeszła kolejny remont połączony z przemalowaniem. Tym razem otrzymała w miarę poprawny kamuflaż: zielony na górnych i bocznych powierzchniach oraz jasnoszary na spodzie. Na jej usterzeniu pojawiła się ponownie błyskawica 11. Sentai (zwana przez pilotów jednostki denko), tyle że w barwie białej, symbolizującej przynależność do 1. Chutai. Choć nowy właściciel cieszył się każdą chwilą spędzoną w towarzystwie swojego Hayate, coraz częściej nachodziła go myśl, iż tak cenny obiekt powinien powrócić do macierzy. Wiosną 1973 roku zwrócił się z propozycją odsprzedaży maszyny (za niewygórowaną kwotę) odrodzonemu Lotnictwu Japońskich Sił Samoobrony (JSDAF). Oferta została przyjęta.

Don Lykins pilotuje Ki-84 podczas 1973 Japan International Aerospace Show

Powrót do kraju

Samolot został przewieziony do bazy JSDAF w Kisarazu, a 7 października 1973 roku zaprezentowany szerokiej publiczności (oraz licznie zgromadzonym ViP-om i mediom) w powietrzu i na ziemi, w trakcie wielkich pokazów lotniczych w Iruma. Był to zarazem pierwszy lot maszyny IJAAF nad Japonią od czasu zakończenia wojny. Za sterami zasiadł znany w Stanach pilot, aktor i kaskader – Don Lykins. Ten spektakularny początek nowego życia na rodzimej ziemi nie zwiastował niestety wspaniałej kariery Hayate. Na początku lat siedemdziesiątych Japończycy nadal pozostawali w fazie całkowitego wyparcia „etosu” II wojny światowej i ze sporym niezrozumieniem (oraz podejrzliwością) podchodzili do rosnącego zainteresowania Zachodu wydarzeniami lat 1941-45. Samolot został oddany w opiekę zakładom Fuji Industries w Utsonomiya (historycznej następczyni firmy Nakajima) i… niszczał odstawiony na ubocze. Promyk nadziei pojawił się 10 lat później, gdy Hayate trafił pod troskliwą opiekę pracowników Arashiyama Museum w Kioto. Niestety już pięć lat później muzeum popadło w ruinę (z powodu śmierci swojego założyciela i zarazem większościowego donatora). Pomniejsze eksponaty rozesłano do innych placówek, a Ki-84 marniała opuszczona i zapomniana.

Ki-84 Hayate nr 1446 w Kamikaze Peace Memorial, 2006. Zdjęcie: Bouquey, Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International.

Końcowy etap wędrówki „białej 46” rozpoczął się w połowie lat dziewięćdziesiątych. Ostatnia ocalała przedstawicielka rodziny Ki-84 została przejęta przez Kamikaze Peace Memorial w Chiran (prefektura Kagoshima). Jest to dość specyficzna placówka, która na przestrzeni ostatnich 50 lat ewoluowała z obiektu o charakterze świątynnym poprzez miejsce upamiętnienia lotników formacji samobójczych, zbiór pamiątek po pilotach różnych jednostek bojowych, aż do obiektu rozbudowanego o ekspozycję samolotów z epoki. Ki-84 o numerze seryjnym 1446 rezyduje tam do dziś, w towarzystwie Ki-61 Hien (numer seryjny 5070) oraz fragmentu A6M Zero (numer 62343). Nadal nosi „mundurek” 1. Chutai 11. Sentai – ten sam (choć odświeżony), który pojawił się za sprawą Eda Lykinsa.

Lata zaniedbań na japońskiej ziemi (sic!) sprawiły, że w oficjalnych komunikatach mówi się o całkowitej niemożliwości przywrócenia jej do stanu lotnego. Zdaniem moich japońskich kolegów, specjalistów w tej dziedzinie – nie jest to prawdą. Operacja wymaga wielkiego nakładu czasu i środków, a także sporej wiedzy, ale jest możliwa. Kwestia pozostaje jednak rozważaniem ściśle akademickim. Biorąc pod uwagę potencjalne zagrożenie dla pilota, jak i samego unikalnego artefaktu, nikt na poważnie nie rozważa podobnej reaktywacji (niezależnie od dostępnych środków, a te w dzisiejszej dobie z pewnością by się znalazły). Całkiem serio planowane jest natomiast naniesienie godła 2. Chutai i białego numeru „46”, co nastąpi prawdopodobnie przy kolejnej większej renowacji eksponatu.

Zobacz jeszcze:

Ki-84 Hayate Expert Set – Instrukcja Modelu

Model Ki-84 – omówienie detali

Zmienne dzieje samolotu P-51C Mustang „Evalina”

This post is also available in: English