Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Podróż Arma Hobby zaczęła się od dużego pokoju w moim mieszkaniu. Kiedy robiliśmy pierwszy krok, w ogóle nie myśleliśmy o celu naszej podróży. Musieliśmy naprędce rozwiązać problem z modelem żywicznym.

Zrobiliśmy to na K-Maxa

Tym modelem był żywiczny helikopter K-Max, zaprojektowany przez Marcina dla mojej pierwszej firmy, Adalbertus. Miał on ukazać się pod nową marką Attack Squadron. W czerwcu 2013 roku mieliśmy wdrożyć go do produkcji. Z lekką dozą niepewności rozesłałem newsletter z zapowiedzią modelu do subskrybentów sklepu internetowego. Liczba otrzymanych zamówień była przytłaczająca, i uwiązała nas przy odlewaniu na jakieś półtora miesiąca. I wtedy, kiedy moja rodzina wyjechała na wakacje, w dużym pokoju na podłodze, na rozesłanej folii malarskiej ruszyła linia produkcyjna.

Wizualizacja 3D modelu K-Max 1/72, Attack Squadron.

Było nas trzech…

Pracowaliśmy codziennie we trzech, Marcin, Michał i ja. Dwie sesje zalewania form i  pakowania. Ciągle coś nie szło, i trzeba było powtarzać. W końcu udało się wysłać wszystkie zamówienia i przyszedł czas na chwilę refleksji. A gdyby tak Marcin projektował na pełen etat, to ile modeli moglibyśmy wdrożyć w ciągu roku? Myśl była kusząca, i zaczęliśmy przygotowywać się do założenia spółki. Podnajęliśmy pierwszą siedzibę na ulicy Berneńskiej, wyremontowaliśmy pomieszczenie, zaczęliśmy ustawiać linie produkcyjną. W końcu 31 października zarejestrowaliśmy spółkę, a 13 listopada uzyskaliśmy potwierdzenie rejestracji do podatku VAT. Michał został naszym pierwszym pracownikiem.

Rendering PZL P.1 w skali 1/48

Niejeden przyświecał nam cel

Na początku nie byliśmy pewni, w jakim kierunku zmierza Arma Hobby. Wydawały się nam możliwe trzy opcje: na pewno produkcja modeli żywicznych, być może produkcja wydruków 3D lub, raczej nie, produkcja modeli plastikowych. O modelach plastikowych wiedzieliśmy tyle, że „dzieci już nie sklejają”, że nie da się przebić na rynku a formy są bardzo drogie. Dalsza historia odwróciła te mniemania do góry nogami. Przez pierwsze miesiące próbowaliśmy rozkręcić produkcję, zatrudniliśmy kolejnego pracownika,  Łukasza i jakoś biedowaliśmy we czterech. Mieliśmy ogromną ambicję produkowania wyrafinowanych modeli, jak F8F-2 Bearcat z Attack Squadron.

F8F-1 Bearcat z Attack Squadron Modelem Roku 2015

Model ten dostał rok później medal na targach w Norymberdze, zanim to nastąpiło musieliśmy się jeszcze trochę pomęczyć. Przy okazji Marcin wpadł na pomysł modelu 1/48, PZL P.1. Kiedy wiosną 2014 roku rozpoczęliśmy sprzedaż, niemalże kapcie spadły nam z nóg. Polscy modelarze w ogromny sposób wsparli nas swoimi zakupami. Zdecydowaliśmy się wypuścić TS-11 Iskra w skali 1/48. Model wszedł do sprzedaży na święta 2014 roku i od razu sprzedaliśmy 200 sztuk. Wtedy zaświtała nowa myśl, a w zasięgu naszych możliwości znalazł się kolejny krok, plastikowa Iskra 1/72.

Plastikowe marzenie

Zaczęło się od pomysłu na wirnik do K-Max 1/48. A może forma wtryskowa? Wycena formy na łopaty wirnika nas przygięła, ale przetarliśmy szlaki do chińskiej narzędziowni. W czerwcu przelaliśmy zaliczkę, sam nie wiem, jak zebraliśmy taką sumę. Po wielu zmaganiach, w grudniu 2015 roku, dokładnie rok po żywicznej Iskrze, trafiła do sprzedaży jej mniejsza, plastikowa siostra.

Marcin z paczką z próbnymi wtryskami Iskry 1/72 i to co w niej przybyło z Chin.

Następnym modelem miał być PZL P.7a, ale nie byliśmy pewni, czy Chińczyk poradzi sobie z blachą żłobkowaną. Dalej wypuszczaliśmy modele żywiczne i akcesoria Attack Squadron, oferta przekroczyła sto produktów, a my szukaliśmy możliwości wyprodukowania modelu PZL-a w Polsce. Zupełnym przypadkiem znaleźliśmy dobrą narzędziownię nie daleko od Warszawy, gdzie mogliśmy już ścisłe współpracować z producentem form. P.7a miała być treningiem przed modelem docelowym, P.11c. I kiedy model powstawał w bólach, nie widzieliśmy jeszcze, naszego głównego ograniczenia – czyli pracochłonności projektowania. Po wypuszczeniu P.7a w czerwcu 2017 zrobiliśmy rachunek sumienia. Zobaczyliśmy gdzie powinna poprawić się jakość. Jej ostatnim testem był Fokker E.V wypuszczony w grudniu 2017. Przed jego wypuszczeniem zrezygnowaliśmy z produkcji żywicy, zdecydowaliśmy się na produkowanie wyłącznie modeli plastikowych. W naszym małym zespole dwie różne dziedziny po prostu nie dałyby się pogodzić, i wybraliśmy to co rokowało lepszy rozwój. Linia żywiczna, z prawami do produkcji została zakupiona przez czeską firmę Brengun i częściowo przez SBS model z Węgier. Nasz zespół zmniejszył się i znowu było nas tylko trzech. W lecie 2018 przyszła kolej na serię modeli plastikowych P.11c i Hurricane Mk I.

Wkrótce:

  • Skąd się wzięło logo Arma Hobby
  • Ludzie stojący za sukcesem Arma Hobby

 

This post is also available in: enEnglish