Twoją 152. Eskadrę umieszczono specjalnie tak blisko frontu, aby przepędzała tylko pojedyncze samoloty zwiadowcze – mówił wieczorem 31 sierpnia 1939 roku płk. pilot Tadeusz Prauss majorowi Edwardowi Więckowskiemu, który właśnie przybył ze swoim zmniejszonym do jednej eskadry III/5 Dywizjonem Myśliwskim z Wilna na lotnisko polowe Szpondowo. – Masz więc stosunkowo łatwe zadanie. Będziecie zapewne walczyć z Henschlami 126. Z tablic nadesłanych nam przez „dwójkę” [wywiad wojskowy] wynika, że to maszyny niezbyt szybkie, dość słabo uzbrojone. Obaj doświadczeni piloci nie mieli wtedy pojęcia, że już pierwszego dnia wojna dramatycznie zweryfikuje te optymistyczne prognozy…

W Armii „Modlin”

Plan mobilizacyjny konfliktu z Niemcami przewidywał przydział dowodzonego przez Więckowskiego III/5 Dywizjonu wileńskiego do wielkich jednostek broniących kraju od strony granicy z Prusami Wschodnimi. Latającą na starszych PZL P.7a 151. Eskadrę Myśliwską podporządkowano Samodzielnej Grupie Operacyjnej „Narew”, natomiast Sztab Dywizjonu oraz 152. Eskadrę wyposażoną w PZL P.11c podporządkowano Armii „Modlin”. 31 sierpnia 1939 roku eskadry przeleciały na lotniska bojowe. 152. Eskadra, po międzylądowaniu w Warszawie, przebazowała się do Szpondowa koło Płońska, znajdującego się zaledwie 60 km od granicy polsko-niemieckiej. Zadaniem była obrona rejonu koncentracji Armii „Modlin” przed rozpoznaniem nieprzyjaciela i bombardowaniem.

PZL P.7a ppor. Zygmunta Kinela, 151. EM, 1939

Już pierwszego dnia wojny 152. Eskadra zderzyła się nie z oczekiwanymi „niezbyt szybkimi, dość słabo uzbrojonymi” Henschlami, ale z najnowocześniejszymi Messerschmittami i Heinklami. Po mglistym i pochmurnym poranku już około południa pogoda zaczęła się poprawiać i na niebie nad lotniskiem eskadry pojawiły się lecące wysoko w kierunku Warszawy duże formacje niemieckich samolotów. Piloci obserwowali je z ziemi nerwowo, ale  rozkaz do startu nie nadchodził. Dopiero po godz. 16 telefonista z sieci obserwacyjnej przekazał meldunek o kierującej się na Modlin wyprawie bombowej. Zarządzono start  eskadry trzema trzysamolotowymi kluczami z zadaniem obrony twierdzy i miasta. Wystartowały trójki w składzie: 1. mjr Edward Więckowski, st. szer. Mieczysław Popek, kpr. Stanisław Brzeski; 2. por. Marian Imiela, plut. Marian Bełc, kpr. Antoni Joda; 3. ppor. Anatol Korwin-Piotrowski, ppor. Jan Bury-Burzymski, kpr. Aleksander Popławski. Dziesiąta „jedenastka” eskadry pozostała na ziemi jako rezerwowa. Lecący w kluczu dowódcy Dywizjonu kpr. Brzeski wspominał:

W momencie gdy startowała nasza trójka, mechanik mojego samolotu wskazał mi ręką niebo. Leciała tam duża, rozciągnięta wyprawa bombowa. Była na znacznej wysokości, ok. 3000 m. Nabierałem gwałtownie wysokości, nad Modlinem mieliśmy już też ponad 3000 metrów. Niestety, byliśmy sami. Klucze por. Imieli i ppor. Piotrowskiego, dostrzegłszy przelatujące ponad lotniskiem bombowce, rzuciły się za nimi w pogoń. 

P.11c kpr Joda 152 Eskadra Myśliwska

PZL P.11c nr 8.84/6, nr podskrzydłowy 647/L pilotowany przez kpr. Antoniego Jodę z 152 Eskadry Myśliwskiej, początek września 1939. Profil barwny Zbyszek Malicki.

Wielka bitwa nad Warszawą

W efekcie 2. i 3. klucz oraz st. szer. Popek z klucza 1. w ferworze walki opuścili sektor swojej Armii i nieco przypadkowo dołączyli do wielkiej popołudniowej bitwy, którą Brygada Pościgowa stoczyła z około dwoma setkami niemieckich samolotów atakujących Warszawę. Podczas gdy warszawskie eskadry związały się walką z myśliwcami eskorty, Wilniacy zdołali przechwycić grupę bombowych Heinkli w okolicy Legionowa i Jabłonny.

Bombowce niemieckie były tak szybkie, że w rezultacie ciągnęliśmy się za nimi na pełnych obrotach – wspominał ppor. Bury-Burzymski. – Przed nami było kilkanaście He 111. Piotrowski zaatakował z miejsca. Walka rozegrała się na moich oczach. Tak bombowiec niemiecki jak i maszyna Anatola [Piotrowskiego] najwidoczniej trafili się prawie równocześnie. Albo Piotrowski został ranny, albo silnik jego samolotu przestał pracować. „Jedenastka” zaczęła gwałtownie planować [szybować]. Zdawało mi się, że pilot zamierza przymusowo wylądować gdzieś w rejonie koszar batalionu balonowego. Nie zdążył. Z chmur wypadło kilka Me 109, które zaatakowały bezwładny samolot. Piotrowski otrzymał celną serię, która zapaliła jego samolot. Tak oto zginął pierwszy pilot naszego dywizjonu.

Choć niemieckie źródła nie potwierdzają straty, zarówno inni piloci 152. Eskadry, jak i dowództwo przyznało poległemu ppor. Piotrowskiemu zestrzelenie Heinkla. Z kolei  Piotrowski padł zapewne ofiarą pary Messerschmittów Bf 109 D, a dokładnie Lt. Fritza Gutezeita z eskadry 3./JG21. Sam Gutezeit także nie powrócił na macierzyste lotnisko. Po walce zgubił się i wylądował z braku paliwa pod Suwałkami, gdzie dostał się do niewoli. W walce tej zaliczono także zestrzelenie Heinkla ppor. Buremu-Burzymskiemu.

Wrak P.11c Jody

Wrak samolotu PZL P.11c kpr A. Jody spalonego po awaryjnym ladowaniu 10 wrzesnia 1939 w Zegrzu. Zdjęcie z kolekcji dr Tomasza Kopańskigo.

Tymczasem jedyni dwaj myśliwcy, którzy nie „zgubili się” nad Modlinem, mjr. Więckowski i jego skrzydłowy kpr. Brzeski, zaatakowali od czoła pięć dwusilnikowych samolotów, które wzięli za bombowce. Mimo otrzymania trafień z działek 20 mm polscy piloci uparcie atakowali Niemców, aż ci odlecieli, wykorzystując przewagę prędkości, w stronę Sochaczewa. Nie były to bombowce, ale Messerschmitty 110 z dywizjonu I./ZG! Choć polskie samoloty zostały poważnie uszkodzone, udało im się odpędzić przeważającą liczebnie i jakościowo grupę wrogów oraz bezpiecznie powrócić do domu.

Podsumowaniem pierwszego dnia walk Eskadry była strata jednego pilota (ppor. Korwin-Piotrowski został pochowany na Powązkach), bezpowrotna strata jednego rozbitego samolotu i dwóch, które wróciły na lotnisko, ale nie nadawały się do naprawy, oraz dwóch kolejnych, których naprawa wymagała wielodniowych prac. Cztery inne „jedenastki” były postrzelane, ale mechanicy przez noc zdołali je doprowadzić do stanu lotnego. „Na plus” zaliczono pilotom zestrzelenie dwóch Heinkli (Korwin-Piotrowski i Bury-Burzymski) oraz ewentualny udział w zestrzeleniu dwóch kolejnych, wspólnie z pilotami Brygady Pościgowej, choć nie są to zestrzelenia potwierdzone przez źródła niemieckie. Jeszcze jednym skutkiem „zgubienia się” dwóch kluczy Eskadry był kategoryczny zakaz opuszczania obszaru Armii i ograniczenie działań do ścisłego wykonywania rozkazów dowódcy armijnego lotnictwa. Uzasadnieniem była strata 50% myśliwców, jakimi dysponowała Armia „Modlin”, już pierwszego dnia walk. 

Kolejne zdjęcia wraku samolotu PZL P.11c na boisku Szkoły Podchorążych Łaczności w Zegrzu. Zdjęcia z kolekcji dr Tomasza Kopańskiego.

Karasie i balony

Po nieco szalonym pierwszym dniu wojny nadeszły kolejne, wypełnione żmudną służbą na potrzeby Armii „Modlin”. Zadania były rozmaite: osłona przemarszów armijnej piechoty, eskorta Karasi bombardujących czołgi z Dywizji „Kempf” pod Ciechanowem, a nawet zwalczanie balonów obserwacyjnych, używanych przez Niemców do korygowania ognia ciężkiej artylerii (piloci 152. Eskadry zestrzelili dwa takie balony: 3 września kpr. Brzeski i 4 września ppor. Bury-Burzymski). Po 5 września w wyniku przesuwania się frontu Eskadra została kilkukrotnie przebazowana, co bardzo ograniczyło możliwość działań bojowych, praktycznie do pojedynczych lotów rozpoznawczych. Na krótki okres Eskadra została nawet przesunięta aż pod Lublin i przyłączona do reorganizującej się tam Brygady Pościgowej, jednak następnie powróciła pod Warszawę, przy okazji wdając się w walkę z napotkanymi po drodze Niemcami i zestrzeliwując Messerschmitta 110 z 1./ZG76 (Lt. Helmut Lent trafiony przez por. Wolińskiego lub kpr. Popławskiego) oraz He 111 z 2./KG1 zestrzelony przez  por. Imielę lub zespołowo 152. EM.


Reklama

Model P.11c Model samolotu PZL P.11c z oznaczeniami kpr Antoniego Jody oraz innych samolotów z eskadr kresowych kupisz w sklepie Arma Hobby. W zestawie znajdziesz części plastikowe, mini blaszkę fototrawioną i dużą kalkomanię z oznaczeniami: 2 x  ppor Dzwonka, 1 x manewry wołyńskie i 1 x 152 Eskadra Myśliwska kpr Jody.

Przejdź do sklepu link


10 września Eskadrę ponownie przydzielono do macierzystej jednostki lądowej – Grupy Operacyjnej gen. Przedrzymirskiego, powstałej z przekształcenia dawnej Armii „Modlin” i znowu nakazano jej wykonywanie zadań typowych dla lotnictwa armijnego. Były to, jak zapisał mjr. Więckowski:

Zadanie Nr 1. Rozpoznanie przepraw na rz. Narew-Bug pas Armii.

Zadanie Nr 2. Uniemożliwienie pracy balonu.

Zadanie Nr 3. Osłona przemarszu sztabu Armii z m. Rembertów do m. Jeruzal., po zadaniu lądować na lotnisku m. Wielgolas.

W czasie wykonywania zadania Nr 1. samolot został zestrzelony, pilot wrócił na rowerze  – Zadania Nr 2. nie wykonano, gdyż balonu nie było. W czasie wykonywania zad. Nr 3. walka powietrzna z sam. Do 17, He 111, Bf 109 i 110. Straty własne 1 samolot zestrzelony i spalony w rej. m. Siennica, pilot bez obrażeń, s[traty] npla: nie stwierdzono.

Rozpoznać przyczółki!

Zadanie rozpoznania przepraw na Bugu i Narwi nie wydaje się może godne myśliwca, ale z punktu widzenia Armii było kluczowe. Wieczorem 9 września oddziały niemieckiej 11. Dywizji Piechoty, wykorzystując rozciągnięcie polskich linii obrony, przeprawiły się przez Bug w okolicach Brańszczyka, a w nocy podjęły kolejną próbę przeprawy w rejonie Wyszkowa. Mimo że 1. Dywizja Piechoty Legionów przez noc skutecznie odpierała ataki, o świcie Niemcom udało się uchwycić przyczółek. Lotnik miał sprawdzić, czy Niemcy nie zdołali przeprawić się także w innych miejscach pomiędzy Modlinem a Wyszkowem.

Samolot kpr Jody stopniowo dewastowany przez zbieraczy pamiątek. Zdjęcia z kolekcji dr T. Kopańskiego.

Zadanie miał wykonać kpr. Antoni Joda, myśliwiec, który brał już udział w walkach, w tym także w bitwie 1 września, ale nie zdołał osiągnąć jakichś spektakularnych sukcesów. Jego „jedenastka” z kondorem na burcie oznaczona była numerem bocznym „6” i podskrzydłowym kodem „647 L”. Mimo intensywnego ostrzału z ziemi (zarówno przez Niemców jak i Polaków), udało się mu przelecieć całą nakazaną trasę. Dopiero w rejonie Zegrza został trafiony w silnik i, nie mogąc przelecieć na południową stronę Narwi, wylądował awaryjnie na istniejącym do dziś boisku Szkoły Podchorążych Łączności w Zegrzu. Choć Niemcy zrobili wrakowi jego samolotu wiele zdjęć, trudno jest określić pierwotny poziom uszkodzeń, bowiem praktycznie każde zdjęcie pokazuje maszynę w innym stanie, co wskazuje na postępującą dewastację wraku. Można jednak domniemywać, że kpr. Joda po lądowaniu podpalił swój samolot by nie dostał się w ręce nieprzyjaciela, gdyż wszystkie zdjęcia ukazują ślady pożaru. Po lądowaniu pilotowi udało się przeprawić przez rzekę i – na zdobytym gdzieś rowerze – wrócić na lotnisko. Tego samego dnia wieczorem Eskadra otrzymała rozkaz przebazowania do Brześcia, który wykonała dopiero następnego dnia po południu. 12 września samoloty przeleciały jeszcze dalej – do Ostrożca na Wołyniu, gdzie dołączyli do resztek dywizjonu toruńskiego III/4, a 14 września – do Litiatynia, gdzie spotkali swoich dywizjonowych kolegów ze 151. Eskadry Myśliwskiej. Nadwyżka pilotów została wysłana samochodami do Rumunii, celem odebrania oczekiwanych Hurricanów, płynących statkiem z Wielkiej Brytanii do rumuńskiego portu Constanca (dokąd nigdy nie dopłynęły). Choć Eskadra „pracowała” do końca, wystawiając trzysamolotowe zasadzki do obrony Stanisławowa, jej działalność bojowa była zakończona. 18 września piloci odlecieli do Rumunii, ewakuując się w ostatniej chwili przed nacierającą Armią Czerwoną.

Dalsze losy kpr. Antoniego Jody

Caudron Cyclone - coming soon from StratusPo dotarciu do Francji kpr. pil. Antoni Joda w końcu maja 1940 roku przydzielony został do 5. klucza I. eskadry polskiego dywizjonu GC 1/145 wyposażonego w niezbyt udane myśliwce Caudron CR.714. Jego maszyna nosiła numer „14” wymalowany białą farbą na stateczniku. Lotnicy wkrótce wyruszyli na operacyjne lotnisko Dreux pod Paryżem. Jednostka startowała na sygnał klaksonu samochodowego, po otrzymaniu rozkazu drogą radiową z punktu obserwacyjnego umieszczonego na Wieży Eiffela. Mimo ciągłych problemów z kiepskimi Caudronami, Polakom udawało się w kolejnych dniach latać i zwyciężać, także nad Messerschmittami. 14 czerwca zostaje wysłany na przeszkolenie operacyjne na lepszych od Caudronów Blochach MB 152, do francuskiej jednostki GC I/1, gdzie jego koledzy odnoszą ostatnie polskie zwycięstwo w kampanii francuskiej, zestrzelenie He 111 w dniu 18 czerwca przez klucz złożony z kpt. Wczelika, sierż. Markiewicza i Francuza, Adj. Delegay.

Książka Caudron Renault CR.714 Cyclone – będzie dostępna wkrótce w ofercie wydawnictwa Stratus link.

Ujęcia wraku Caudrona kpr. A. Jody. Zdjęcia z kolekcji dr Bartłomieja Belcarza.

Następnego dnia ewakuują się drogą morską do Anglii. W Wielkiej Brytanii wraz z innymi pilotami myśliwskich dywizjonów wileńskiego i lwowskiego Antoni Joda trafia do formującego się 307. nocnego dywizjonu myśliwskiego. Chociaż na początku lotnicy szkolą się na treningowych Fairey Battle i Milesach Masterach z entuzjazmem, przybycie na lotnisko ich docelowych maszyn bojowych, Boulton-Paul Defiantów, powoduje otwarty bunt większości pilotów! Poszło o taktykę użycia tych samolotów, wynikającą ze specyficznej konstrukcji: otóż Defiant, podobny z wyglądu do Hurricane, nie posiadał w ogóle uzbrojenia strzelającego do przodu, a jedynie wieżę z czterema karabinami maszynowymi obsługiwanymi przez strzelca pokładowego. Pilot był w tym samolocie sprowadzony do roli szofera, co dla rasowych, doświadczonych udziałem w dwóch kampaniach polskich myśliwców było obrazą!

Defiant dywizjon 307

Boulton Paul Defiant z polskiego dywizjonu 307, eksponat Muzeum RAF w Hendon. Zdjęcie Alan Wilson CC BY-SA 2.0

Ich protesty zostały uwzględnione i większość została przeniesiona do innych dywizjonów. Jednakże kpr. Antoni Joda nie przyłączył się do buntu i kontynuował szkolenie, a następnie trudne nocne loty operacyjne na Defiantach. W styczniu 1941 roku awansowany na plutonowego Joda latał ze strzelcem kpr. Wiktorem Gandurskim w obronie Liverpoolu, z lotniska Squires Gate. Operacje były bardzo trudne. „Angielska pogoda”, słabe jeszcze funkcjonowanie radarowego naprowadzania, a także niepewny, nowy osprzęt radiowy nie ułatwiały niebezpiecznych samych w sobie lotów nocnych.  Niestety, w nocy 9/10 stycznia, podczas pierwszego lotu operacyjnego w historii Dywizjonu, załoga Joda/Gandurski straciła łączność radiową z naprowadzaniem i, nie mogąc w ciemnościach i mgle znaleźć lotniska, próbowała awaryjnie lądować na plaży. „Plaża” jednak okazała się zalana wodą, co spowodowało kapotaż samolotu. Uwięzieni w odwróconej na grzbiet maszynie lotnicy utopili się, mimo braku innych obrażeń (co wykazała sekcja zwłok). Podczas pogrzebu, który odbył się w Blackpool 15 stycznia, nad cmentarzem przeleciała trójka polskich Defiantów.

Podziękowanie

Serdecznie dziękuje dr Tomaszowi Kopańskiemu i dr Bartłomiejowi Belcarzowi za pomoc w opracowaniu tego artykułu.

Literatura:

Bartłomiej Belcarz. Polskie lotnictwo we Francji 1940. Stratus. Sandomierz 2002

Andrzej R. Janczak. Przez ciemnię nocy. Dzieje 307 Nocnego Dywizjonu Myśliwskiego Lwowskiego 1940-1947. Redakcja „Przeglądu Wojsk Lotniczych i Obrony Powietrznej”, Poznań 1997

Łukasz Łydżba. Wileński III/5 Dywizjon Myśliwski. Vesper, Poznań 2010

This post is also available in: enEnglish