Biała dwójka z krakowskiego muzeum…

Jedyny na świecie zachowany do dziś egzemplarz myśliwca PZL P.11c, eksponowany w krakowskim Muzeum Lotnictwa Polskiego, to maszyna ze 121. Eskadry Myśliwskiej oznaczona numerem taktycznym „2” i seryjnym „8.63”. W czasie wrześniowych walk latał na niej m. in. ppor. Wacław Król, znakomity pilot i jeden z czołowych asów polskiego lotnictwa. Król był oficerem krakowskiego III/2 Dywizjonu. Ta składająca się z dwóch eskadr (121. i 122.) jednostka była pierwszym polskim zgrupowaniem myśliwców które zmierzyło się z niemieckim agresorem. Zobacz ich historię.

Trzecia eskadra dywizjonu, wyposażona w samoloty PZL P.7a 123 Eskadra Myśliwska, została przeniesiona do Warszawy, do Brygady Pościgowej. Zobacz historię samolotu ppor Erwina Kawnika.

PZL P.11c 8.63, "2" 121 Eskadra Myśliwska, por Waclaw Król

PZL P.11c, 121. Eskadra Myśliwska z Krakowa, w 1939 r. w Armii „Kraków”. Jedyna istniejąca do dziś „jedenastka”, po wrześniowych walkach zdobyta przez Niemców i włączona do kolekcji muzealnej w Berlinie. Po wojnie w zbiorach Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie. Malowanie wg egzemplarza muzealnego.

Pierwsze alarmy

Krakowski Dywizjon III/2 stacjonował bardzo blisko niemieckiej granicy. W 1939 r. związku z ciągłym zagrożeniem był dobrze przygotowany do wojny. Jego samoloty już 31 sierpnia rano przeleciały ze stałej bazy na Rakowicach na polowe, zamaskowane lotnisko Balice. Cztery samoloty wraz z ośmioma pilotami (wybrane z obu eskadr krakowskich), pod dowództwem Wacława Króla, już od 20 sierpnia przebywały na zasadzce zorganizowanej na jeszcze bardziej wysuniętym lotnisku Aleksandrowice pod Bielskiem. Gotowość bojowa była wysoka, tak, że 1 września, jeszcze przed niemieckim atakiem, klucz alarmowy ze 121. Eskadry od godziny 4.00 stał na lotnisku w Balicach przyszykowany do natychmiastowego startu. Rozkaz poderwania klucza w powietrze padł zaraz po 5.00, po telefonicznej informacji o niemieckiej agresji. Trzy samoloty wysłano na patrol nad Krakowem, gdzie o 5.29 dostrzegły formację Dornierów Do 17 i zaalarmowały przez radio dowódcę. Parę minut później z Balic startowała już trójka myśliwców, tym razem ze 122. Eskadry, a zaraz po niej druga, z Eskadry 121., prowadzona przez dowódcę całego Dywizjonu, kapitana Mieczysława Medweckiego. Około godz. 5.10 wystartowały także dwie pary myśliwców z zasadzki w Aleksandrowicach. Były wśród nich „biała dwójka” Króla oraz oznaczona godłem papierowego konika „biała ósemka” ze 122. EM. II wojna światowa w powietrzu się rozpoczęła.

PZL P.11c nr 8.34, "8"z 122 Eskadry Myśliwskiej, przez pchor. Władysława Chciuka

PZL P.11c, 122. Eskadra Myśliwska z Krakowa, w 1939 r. w Armii „Kraków”. Samolot pchor. Władysława Chciuka (2 zestrzelenia), uszkodzony w walce 1 września i pozostawiony na lotnisku Bielsko-Aleksandrowice. Po wybuchu wojny godło i numer „8” na kadłubie oraz szachownice na ogonie i górnej powierzchni skrzydła zamalowane.

Nad Balicami i Olkuszem

Wydarzenia, które potem nastąpiły, opisywano wielokrotnie, a każda przedstawiana wersja jest nieco inna. Starcie polskich myśliwców z powracającymi z nalotu na Kraków niemieckimi bombowcami było dość przypadkowe i chaotyczne dla obu stron. Polacy początkowo nie mieli pewności z jakimi samolotami mają do czynienia, niektórzy uważali je za nasze Łosie. Niemcy nie mieli świadomości, że polskie myśliwce zostały przebazowane z lotniska na Rakowicach i że przelatują nad zamaskowanym lotniskiem polowym. Niewątpliwe jest jednak, ze śmierć kapitana Medweckiego, zestrzelonego przez sierż. Franka Neuberta, to pierwsza śmierć alianckiego pilota i pierwsze w ogóle zestrzelenie powietrzne II wojny światowej. „Jedenastka” dowódcy krakowskiego dywizjonu została zaatakowana przez Stukasa zanim zdołała nabrać prędkości po starcie i nie miała szans obrony. Tu jednak kończy się pewność badaczy. Lecący w parze z Medweckim pchor. Władysław Gnyś po stracie dowódcy był zapewne na tyle wstrząśnięty, że słabo zapamiętał co się potem wydarzyło lub nawet zgubił się w powietrzu, i jego relacje są niespójne. Szczególnie wiele kontrowersji wzbudza kwestia zaliczonego w tym locie Gnysiowi zestrzelenia dwóch Dornierów Do 17 nad Żuradą koło Olkusza. Fakt rozbicia się tych dwóch bombowców nie ulega wątpliwości i potwierdzają go zarówno relacje jak i zdjęcia wraków. Jednakże do dziś przebieg tych wydarzeń stanowi przedmiot ostrych sporów, szczególnie niemiecki badacz Marius Emmerling jest zwolennikiem tezy, iż Dorniery padły ofiarą artylerii przeciwlotniczej i w efekcie zderzyły się, a Gnyś nie mógł mieć z tym nic wspólnego. Z kolei polscy historycy skłaniają raczej się ku przyznaniu zwycięstwa Gnysiowi, podkreślając relacje świadków, którzy widzieli z ziemi atak polskiego myśliwca, który poprzedził rozbicie się Dornierów. Najpełniejszy opis tych wydarzeń, uwzględniający różne punkty widzenia, znajduje się w książce Łukasza Łydżby Krakowski III/2 Dywizjon Myśliwski wydanej w znakomitej serii „Dywizjony Myśliwskie Września 1939” wydawnictwa Vesper (Poznań 2012).

Stukasy nad Polską, wrzesień 1939

Stukasy nad Polską, wrzesień 1939, Bundesarchiv, Bild 183-1987-1210-502 / Hoffmann, Heinrich / CC-BY-SA 3.0

Zasadzka w Aleksandrowicach

Piloci krakowskich eskadr oddelegowani na bielskie lotnisko Aleksandrowice działali pierwszego dnia wojny niezależnie od reszty Dywizjonu. Dowódca zasadzki, Wacław Król, już od godziny 5.10 wraz z trzema kolegami przebywał w powietrzu, wykorzystując wszystkie cztery dostępne myśliwce P.11c. Była wśród nich jego osobista „biała dwójka” „8.63” oraz pilotowana przez pchor. Władysława Chciuka „biała ósemka” „8.34” ze składu 122. Eskadry. Niemcy nie dali na siebie czekać. Wkrótce po starcie, nad Pszczyną, Król (w parze ze st. szer. Pawłem Kowalą) zaatakował i przepędził rozpoznawczy górnopłat opisany jako Henschel Hs 126, który mógł być mylnie zidentyfikowanym Heinklem He 46 z 2.(H)/31 eskadry armijnego rozpoznania działającej na rzecz 5. Dywizji Pancernej, faktycznie rozbitym po ostrzelaniu przez polskie myśliwce (obserwator Lt. Birey zginął). Następnie para PZL P.11c pilotowanych przez sierż. Leopolda Flanka i pchor. Władysława Chciuka starła się z grupą wracających z bombardowania Wadowic Stukasów, uszkadzając jednego z nich. W tym samym czasie para Króla zaatakowała i odpędziła kolejny niemiecki samolot rozpoznawczy. Przy lądowaniu po akcji Władysław Chciuk złamał podwozie w swojej „białej ósemce”. Do kolejnych lotów PZLe startowały już tylko pojedynczymi parami, trzecią maszynę trzymając w rezerwie. Tego dnia stoczono jeszcze kilka walk z maszynami rozpoznawczymi, a ok. godz. 15. kpr. Jan Kremski zestrzelił koło Brennej Dorniera Do17 P z 4.(F)/14 eskadry dalekiego rozpoznania. Po południu zasadzka została zlikwidowana a samoloty i piloci dołączyli do Dywizjonu przebazowanego już ze zdekonspirowanych Balic na lotnisko Igołomia. „Białą ósemkę” Chciuka z wyłamaną golenią spisano na straty i pozostawiono na lotnisku aleksandrowickim, gdzie została zdobyta przez Niemców i stała się lokalną atrakcją i bohaterką wielu zdjęć pamiątkowych.

142-K, p11c nr 8.34 ze 122 EM. wrzesień 1939

PZL P.11c „biała 8” ze 122. Eskadry Myśliwskiej, pozostawiona na lotnisku Bielsko-Aleksandrowice po tym, jak lewa goleń podwozia została złamana przez pchor. Władysława Chciuka, podczas lądownia 1 września 1939 r. Zdjęcie z kolekcji dr. Tomasza Kopańskiego.

Losy „białej dwójki”

Chociaż na temat dziejów tego niezwykłego samolotu zachowało się sporo danych, zarówno w formie dokumentów pisanych jak i fotografii, wiele jest także niewiadomych, a niektóre informacje wzajemnie się wykluczają. Dlatego, choć niemożliwa jest pełna rekonstrukcja historii „białej dwójki”, warto przyjrzeć się temu, co o niej wiemy.

Podstawową metrykę znaleźć można w książce Andrzeja Morgały Samoloty wojskowe w Polsce 1924-1939, która zawiera tabele wszystkich samolotów używanych przez polskie lotnictwo. O naszej P.11c „8.63” dowiadujemy się tam, że opuściła zakłady PZL 29 listopada 1935 r. z numerem fabrycznym 562 i od 1936 r. aż do wojny należała do 121. Eskadry 2 Pułku Lotniczego w Krakowie. Morgała podaje także, że jej pierwotny numer podskrzydłowy to „39 E”, co potwierdzone zostało raportem z badań konserwatorskich wykonanych w Muzeum z roku 1987. Litera „E”, zastąpiona później właściwą dla bojowych eskadr z Krakowa literą „K”, wskazuje na początkową przynależność maszyny do eskadry treningowej Pułku, prawdopodobnie w okresie przezbrajania eskadr z PZL P.7a na „jedenastki”.

Informacje o dalszych jej losach posiadamy m. in. dzięki listowi, jaki Wacław Król napisał do ówczesnego kierownika krakowskiego Muzeum Lotnictwa w 1967 roku. As myśliwski dowiedział się wtedy z prasy o tym, że „biała dwójka” znajduje się w krakowskich zbiorach i postanowił podzielić się swoją wiedzą, pytając jednocześnie o to, jak samolot ocalał z zawieruchy wojennej. Opisywane przez Króla zestrzelenia, osiągnięte jakoby na tym samolocie, są z pewnością przesadzone (niektóre z nich nie mają potwierdzenia ani w źródłach polskich, ani tym bardziej niemieckich), ale teza o używaniu „dwójki” przez pilota, będącego faktycznie zastępcą dowódcy 121. Eskadry, jest wiarygodna. Nie jest prawdziwa informacja, jakoby Król przeleciał na tym samolocie do Rumunii 17 września – dokumenty wykazują, że używał wtedy maszyny o numerze seryjnym „8.113”. Wykluczone jest tu także pomylenie „dwójki” z Eskadry 121 z maszyną o tym samym numerze taktycznym z Eskadry 122. – ponieważ wiemy, że „dwójka” z papierowym konikiem miała numer „8.93” i jej wrak został zdobyty i sfotografowany przez Niemców.

PZL P.11c „8.63” został zapewne zdobyty przez Wehrmacht ok. 8-10 września i po instalacji nieużywanego wcześniej silnika nr 4202 przekazany do berlińskiej kolekcji samolotów Deutsche Luftfahrtsammlung, gdzie był eksponowany prawie do końca wojny. Znanych jest kilka zdjęć wykonanych na wystawie w Berlinie, które wskazują, że samolot latał w Polsce uzbrojony w 4 karabiny maszynowe (w Berlinie są już zdemontowane, ale widać odkryte otwory na lufy oraz przedłużone wyrzutniki łusek pod skrzydłami). Na jednym z berlińskich zdjęć widać także, że zamalowano błękitną strzałę na górze płata.

P.11c Wacława Króla, Berlin

PZL P.11c „biała 2” ze 121. Eskadry Myśliwskiej na wystawie w Berlinie. Zdjęcie z kolekcji dr. Tomasza Kopańskiego

Pod koniec wojny, podczas jednego z alianckich bombardowań, hala berlińskiej kolekcji została trafiona. W związku z tym ocalałe eksponaty, w tym PZL P.11c, ewakuowano do okupowanej Wielkopolski i tam pozostawiono. Zostały one odnalezione po wojnie i po pewnym czasie przekazane do tworzącego się w Krakowie Muzeum Lotnictwa. W międzyczasie „jedenastka” była eksponowana na różnych wystawach plenerowych, co dokumentują liczne zdjęcia. Od lat 60. jest dumą i najcenniejszym eksponatem Muzeum Lotnictwa Polskiego.


Reklama

Oznaczenia samolotów opisanych w tym artykule znajdziesz w kalkomanii do modelu 70016 PZL P.11c Junior Set 1/72.

 

This post is also available in: English